poniedziałek, 1 lutego 2010

Trzeci Świat w XX wieku

Wpis będzie gorzki, bo jestem przeziębiony, a w dodatku zły.

Potrzebowałem skorzystać z usług lekarza opłacanego przez NFZ. Umówiłem się doń trzy tygodnie temu - dzisiaj był pierwszy dogodny termin. Niestety, zapomniałem, że Polska leży w połowie XX wieku i żeby z takiej usługi skorzystać, muszę spełnić następujące warunki:

  • muszę posiadać ze sobą papierową legitymację ubezpieczeniową;
  • w tej legitymacji musi być pieczątka z mojej firmy z datą nie starszą niż jeden miesiąc (słownie: 1 miesiąc).
Niestety, nie spełniałem żadnego z tych warunków, przez co zostałem wpisany na następny wolny termin - za dwa tygodnie. Oczywiście, mógłbym zostać przyjęty prywatnie. Ale nie po to gotuję się za każdym razem czytając dane wypłaty, żeby płacić za coś, za co już zapłaciłem.

Ja naprawdę nie wymagam, żeby jedynym dokumentem, jakim muszę się posługiwać, był tylko dowód osobisty. I żeby działał on u każdego lekarza, bez podbijania co miesiąc, i jeszcze żeby mógł służyć jako EKUZ. Ale czy to taki problem, żeby w każdym gabinecie lekarskim znalazł się terminal systemu, w którym po wpisaniu mojego numer PESEL, wyświetliłyby się dane mojego ubezpieczenia?

Moje rozgoryczenie ładnie komponuje się z dzisiejszym artykułem, w którym piszą, że komputeryzacja ZUS kosztowała już 3 mld złotych (słownie: 3 000 000 000 zł). I co? I nic.

Dopisane: Uświadomiłem sobie, że i tak jestem w komfortowej sytuacji - pracuję w firmie, która obsługę kadr prowadzi w Krakowie. Co by było, gdybym legitymację ubezpieczeniową musiał wysyłać do Warszawy przed każdą wizytą u lekarza?

3 komentarze:

eXistenZ pisze...

Czy to znaczy, że ZAWSZE jesteś przeziębiony i zły? Bo generalnie ten wpis niewiele się różni od pozostałych. Nie wiem nawet, po co "marudzenie" jest osobną etykietą, skoro otrzymuje go (albo otrzymywać powinno) sto procent wpisów.

Może będzie prościej, jeśli zamiast etykietki będzie to po prostu tytuł bloga? ;)

Bartek Wasielak pisze...

Myślałem, żeby bloga nazwać Łosie Marudzenie, ale doszedłem do wniosku, że tytuł będzie neutralny, a etykieta osobno. Bo gdybym teraz chciał coś napisać, to zacząłbym od słów, że jestem przeziębiony, a nie zły, i że wpis gorzki nie będzie.

Ale Twoja obserwacja jest słuszna - może usunę w ogóle tę feralną etykietę?

Radoslaw Urbas pisze...

Za czasów Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych wprowadzona tam system elektronicznych kart (z chip'em). Wszystkie przychodnie mają sprzęt do obsługi kart. Po tym jak Kasy Chorych przekształciły się w NFZ system dalej obowiązuje. Tyle, że z tego co wiem z tej karty (tego systemu) nie widać czy ktoś ma aktualne ubezpieczenie w momencie rejestracji pacjenta.