czwartek, 2 lipca 2009

O pedofilii pod kątem języka

Jak powszechnie wiadomo, lubię się czepiać szczegółów, zwłaszcza jeżeli szczegóły te dotyczą kwestii językowych. I jestem w tym temacie konserwatywny. Dlatego nie podoba mi się, że zostało dopuszczone użycie słowa "spolegliwy" w znaczeniu "taki, który łatwo ustępuje". Nie podoba mi się. Nie znoszę, gdy ktoś używa słowa "bynajmniej" w znaczeniu "przynajmniej". Nie znoszę.

A ostatnio zaczęło denerwować mnie używanie słowa "pedofilia" do określenia kontaktów płciowych z osobami poniżej 15. roku życia (bo o takiej granicy mówi artykuł chyba 200 kodeksu karnego). Tak więc ja powiem, że ja się z tym nie zgadzam. I wiem, że to będzie bardzo niepoprawne politycznie. Dlaczego? Bo dla mnie pedofilia jest określeniem na jedną z parafilii seksualnych. Pedofil osiąga satysfakcję seksualną wyłącznie przez kontakt z osobami w wieku przedpokwitaniowym (pokwitanie zaczyna się na ogół w wieku 9-14 lat).

O co mi chodzi? O to, że granicą między pedofilią a niepedofilią nie jest wiek; jest nią stopień dorosłości osoby, do której czuje się pociąg. Obawiam się jednak, że wielu osobom trudno będzie przestać nazywam pedofilem mężczyznę, który na przykład przespał się z trzynastolatką wyglądającą jak siedemnastolatka. Mnie nie będzie trudno. Ja takiego kogoś pedofilem nie nazwę.

Brak komentarzy: