poniedziałek, 23 lutego 2009

Takie rzeczy tylko w Erze - dlatego ja już dziękuję

Po ośmiu latach mojego związku z Polską Telefonią Cyfrową czas zakończyć znajomość. Dlaczego?

  1. Dwa lata temu podpisałem aneks do umowy, na mocy którego otrzymałem taryfę Era Nowy Komfort, w której mogłem wykupić sobie (za 20 zł miesięcznie) pakiet 2000 minut na rozmowy z wybranym numerem w Erze, Heyah bądź sieciach stacjonarnych. Z czego skorzystałem, ponieważ Iza ma swój telefon w Heyah. Okazało się, że teraz mogę przedłużyć umowę i wybrać taryfę Nowa Era, która jest ogólnie korzystniejsza, tańsza i w ogóle. I też mogę wykupić sobie pakiet 2000 minut miesięcznie do wybranego numeru. Ale tylko w Erze lub sieciach stacjonarnych.
  2. Nie da się przenieść numeru z Heyah do Ery. Ponieważ ustawa nakazuje umożliwienie przenoszenia numerów nie pomiędzy sieciami, lecz pomiędzy operatorami. A Era i Heyah należą do tego samego operatora. A co nie jest nakazane, to... wiadomo.
    Precyzyjniej rzecz ujmując - możliwość przeniesienia była. Bodajże 16 czerwca 2008 Era pozwoliła na przeniesienie do siebie numerów z Heyah za chyba złotówkę. Po czym 20 czerwca odwołano tę promocję "z przyczyn technicznych".
    Aha - można, oczywiście, przenieść numer z Heyah do na przykład Orange'a, a później do Ery. Ale są to dodatkowe koszty, ewentualne braki działającego telefonu w momentach przeniesień oraz, hm... niesmak.
  3. Myślałem nad telefonem, który chciałbym kupić. I wybrałem sobie Nokię E66. Która to w ofercie dla stałych abonentów Ery, subsydiowana przez operatora, w umowie na 24 miesiące, w abonamencie za 45 złotych kosztuje 1399 złotych. Co ciekawe, ten sam telefon w sklepie Nokii kosztuje 1249 złotych. Czyli co najmniej 150 złotych to jest moja subwencja dla Ery, a nie odwrotnie.
  4. Ponieważ nie zdecydowałem się przedłużyć umowy, wynikła następująca sytuacja: w lutym 2007 roku podpisałem aneks do wcześniejszej umowy, który dawał mi prawo do promocyjnego abonamentu przez 24 miesiące oraz o 24 miesiące wydłużał czas trwania umowy z operatorem (uwaga - do kwietnia 2009). Teraz kończy się luty i otrzymałem od Ery rachunek za abonament za marzec, gdzie zapłacić muszę pełną kwotę, bez uwzględnienie promocji. Oczywiście, gdybym teraz podpisał aneks, otrzymałbym nową promocję. Tak, wiem, sam to podpisałem. Ale znowu - niesmak.
  5. Udałem się więc do sklepu Ery. Podchodzę do pani i mówię, że niedługo kończy mi się umowa. Ona na to: "To zapewne chce Pan dowiedzieć się o przedłużenie umowy?". "Nie, chcę dowiedzieć się, w jaki sposób przenieść numer do innej sieci." "Aha." I tu nastąpiły rzeczowe informacje, jak to zrobić. Żadnej próby zatrzymania klienta, żadnego pytania "dlaczego?". Czyżby sieci nie zależało na sprawdzonych klientach, którzy grzecznie płacą rachunki każdego miesiąca?
Od kwietnia prawdopodobnie mój numer będzie zarządzany przez operatora P4. Podpisując u nich umowę bez telefonu za 65 zł miesięcznie otrzymam abonament warty 95 złotych. Co więcej, takie zobowiązanie będę musiał podpisać na 18 miesięcy, nie 24. A dzięki temu, że przenoszę do nich numer z innej sieci, przez pierwsze pół roku zapłacę tylko połowę abonamentu.
I mam nadzieję, że gdy tamta umowa zacznie zbliżać się do końca swego trwania, nie będę musiał przechodzić przez podobne niedorzeczności. Czego życzę wszystkich komórkowym abonentom.

1 komentarz:

janykiel pisze...

No proszę, a ja się boksuję właśnie z Orange i Plus GSM. Pierwsi mnie irytują rzekomym uruchamianiem usług, które następnie nie działają, sądząc po kosztach rozmowy. Drudzy mimo zapewnień przedstawicieli blokują usługi po zmianie planu na tańszy, mimo, że regulamin wcale o tym nie wspomina. Ba! Panna w punkcie Plusa przysięgała, że jedyny kłopot to konieczność rekonfiguracji usługi po zmianie planu. A tu d.:/