sobota, 19 lipca 2008

Wakacje

Jutro skoro świt wyjeżdżamy na zasłużone wakacje. Spędzimy tydzień w Tatrach słowackich, przechodząc od schroniska do schroniska. Cóż, wypoczynek na pewno będzie aktywny.

Martwię się tym, że wzięliśmy zbyt wiele rzeczy i że będzie nam ciężko z naszymi plecakami. Pierwszy raz idę w góry na tydzień, i to tydzień spędzony w marszu. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. A jak nie będzie - to trzeba będzie zmienić plany. I nawet na to jestem gotowy :)

Służba celna

Widzieliśmy dzisiaj z naszych okien ciekawy obrazek. Otóż przy stadionie Wawelu, na rogu Podchorążych i Głowackiego ustawił się radiowóz Służby celnej. Wysiadło z niego dwóch celników oraz jeden policjant. Z lizakami...

I zaczęli zatrzymywać samochody!

Tak po prostu, w środku miasta, zatrzymywali losowo wybrane pojazdy. Tak przynajmniej mi się wydaje, bo nie potrafię powiedzieć, jakim kluczem mogli się kierować.

Kilka pierwszych zatrzymanych aut zostało zwolnione bardzo szybko. Ale zatrzymali srebrne coś (Hyundai?). Wysiadło z niego dość wesoło towarzystwo w sile osób pięciu. Dokumenty, alkomat, te sprawy - standard. Ale po jakimś czasie zobaczyłem, że każde z nich miało wyjąć wszystko z kieszeni, położyć na masce samochodu i dać się obmacać.

Po jakimś czasie pojawił się jeszcze jeden radiowóz Służby celnej. Później jeszcze policja. W szczytowym okresie tego wydarzenia naprzeciwko naszego okna zaparkowane były cztery samochody mundurowych.

Nie wiem, co tam się dalej działo. Niemniej jednak cała akcja rozpoczęła się około 19. Około 22 zobaczyłem, że srebrny samochód nadal tam stoi, ale już bez pasażerów. W tym momencie tak jest nadal - a obok tego auta stoją dwa radiowozy (tym razem już tylko policyjne) i policjanci wyglądają, jakby po prostu go pilnowali.

O co może chodzić? Czemu Służba celna zaczęła dzisiaj zatrzymywać samochody w centrum Krakowa? I co było nie tak z zatrzymanym autem, że na noc zostaje tutaj na parkingu?

Zżera mnie zwykła ciekawość podglądacza...

środa, 16 lipca 2008

Koniec

studiów. Od godziny jestem magistrem i inżynierem.
Na razie czekam, aż zejdzie ze mnie stres. No. Uff.

poniedziałek, 7 lipca 2008

Released not deployed

Nasza praca magisterska z wersji Release Candidate osiągnęła status Ready to Manufacture. Właściwie, to już została wyprodukowana - w całym jednym egzemplarzu. Sama produkcja trwała kilkanaście minut i kosztowała kilkadziesiąt złotych. Ale jest. Zwieńczenie pięciu lat studiów. Ukoronowanie ponad stu zaliczeń.

Oto i ona:

P1010381

P1010379

Jutro ten jedyny egzemplarz powędruje do dziekanatu. Wraz ze stertą innych dokumentów. Dziwne uczucie. Radosny koniec. Nic więcej do zrobienia. Zamknięcie etapu. Ale... Każde zakończenie to odcięcie się od czegoś. Te głupie niecałe sto kartek to symbol pięciu lat, kilku przyjaźni, kilkudziesięciu znajomości. Mam nadzieję, że wraz ze złożeniem pracy nie wszystko odejdzie w zapomnienie.