wtorek, 10 czerwca 2008

Lao Che - Powstanie warszawskie

Odkryłem tę płytę dopiero po trzech latach od jej wydania, a sam zespół dopiero po tym, gdy jego piosenki "Drogi panie" oraz "Hydropiekłowstąpienie" z płyty "Gospel" zaczęły pojawiać się w radiu. Żałuję. Bo ta płyta przez niektóre instytucje (takie jak Gazeta Wyborcza czy III Program Polskiego Radia) została uznana za najlepszy polski album roku 2005.

Kiedy usłyszałem tę płytę po raz pierwszy, nie bardzo mogłem skupić się na słowach - trafiały do mnie wyłącznie dźwięki oraz ogólne wrażenie. Bo, w moim subiektywnym odczuciu, to nie jest płyta wybitna muzycznie. Ale muzyka jest na niej bardzo umiejętnie wykorzystana do wywarcia naprawdę wielkiego wrażenia.

Płyta to dziesięć utworów opisujących chronologicznie powstanie warszawskie. Każdy z nich jest inny, każdy z nich opowiada inną historię, każdy operuje na innych uczuciach.

Bo dla mnie to jest płyta nagrana z uczuciem. I powodująca ogromne uczucia. Po każdym przesłuchaniu i podczas każdej z piosenek czuję olbrzymi ładunek emocjonalny. I nie potrafię słuchać tego albumu w tle, nie zwracając na niego uwagi.

Poza tym to wydawnictwo jest dla mnie niezbitym dowodem na to, że można nagrać w Polsce płytę o rzeczach naprawdę ważnych, ale z polotem, a nie bez niepotrzebnego patosu.

Serdecznie tę płytę polecam. Nawet, jeżeli komuś się nie spodoba, to uważam, że powinno się ją choć raz przesłuchać. Choćby dla wykrzyczanych fragmentów poezji Baczyńskiego.

Brak komentarzy: