piątek, 27 czerwca 2008

Piosenka programisty

Bez komentarza. Uwaga - ja ledwo wytrzymałem na krześle.

Link

A tutaj tekst piosenki (wykonawcą jest Martin Lechowicz, niestety nie wiem, czy również jest autorem słów):

Piosenka o smutnym programiście

Po co mi był ZX Spectrum?
Na co mi była Amiga?
Wybrałem sobie karierę
Starego, nudnego grzyba.
A mogłem być hydraulikiem,
Klientów miałbym bez liku,
Ale mnie się zachciało
Pisać programy w Basicu.

Programuję w .NET-cie już trzecie stulecie,
Bo kto się w PHP-ie połapie,
I zmierzam do celu z użyciem SQL-u
Pod Microsoft Windows Vista.
A kiedy mi smutno statyczny konstruktor
Utworzę w edytorze,
Bo wewnątrz mej głowy mam świat obiektowy -
Ja, smutny programista.

Za oknem ptaki śpiewają
I tyle jest piękna na świecie,
Lecz nic nie widzę pięknego
W pisaniu programów w .NET-cie.
Ach, gdzie te wózki widłowe?
Ach, gdzie te miotły i szmaty?
Ja nie chcę być programistą,
Ja chcę iść do łopaty.

Programuję w .NET-cie...

Gdy widzę szczęśliwych roboli
Pijanych w cztery litery,
Wiem wtedy, że wybrałem
Błędną ścieżkę kariery.
Też chcę być na budowie,
Tam pić mi nikt nie zabroni.
Chcę tyle, co oni pracować,
Chcę tyle zarabiać, co oni.

Programuję w .NET-cie...

Policja - po

Po koncercie. Wrażenia - niesamowite. To naprawdę wciąż jest zespół z klasą.

Ale od początku. Ponieważ nie spodziewaliśmy się na koncercie aż takich tłumów, jak na U2, wybraliśmy się z Krakowa tak, że przy wejściu na stadion byliśmy paręnaście minut po 16. Niestety, kiedy przechodziliśmy przez bramki, dopadła nas konfiskata majątku. Okazało się, że karimata, którą usiłowaliśmy wnieść, jest materiałem niebezpiecznym. Ochroniarz był jednak skłonny wyjaśnić nam, dlaczego - jest zrobiona z materiału łatwopalnego. Cóż, trudno. Ja bym jednak zakazał wnoszenia zapalniczek, które tę łatwopalność mogłyby wykorzystać. A przy okazji atmosfera na koncercie byłaby trochę czystsza...

Tym razem, w przeciwieństwie do koncertu U2, udało nam się wejść do wewnętrznego kręgu, zamkniętego barierkami fragmentu płyty stadionu tuż pod samą sceną. Tam rozbiliśmy obóz i czekaliśmy na koncert.

O 1930 wyszli przedgrajkowie - Counting Crows. Nie słyszałem wcześniej o tym zespole, mimo że poznałem kilka ich piosenek. Występ bardzo interesujący, głównie za sprawą niesamowitego wokalisty, który przeżywał każdą piosenkę, jakby napisał ją pięć minut wcześniej, a powód do jej napisania pojawił się tylko odrobinę wcześniej. A poza tym skakał po scenie, po całym wyposażeniu i ogólnie robił dobrą atmosferę.

Równo o 2100 zza perkusji wynurzył się gong i Copeland uderzył weń, dając sygnał, by po chwili dołączyli do niego obaj panowie z gitarami. I zaczęli od razu z grubej rury - od "Message in a Bottle". Chociaż trzeba stwierdzić, że "z grubej rury" to było przez cały czas. Zagrali prawie 20 kawałków, z których każdy jest niesamowitym hitem.

Świetne nagłośnienie, basy przechodzące po kręgosłupie i dający z siebie naprawdę wszystko muzycy. Solówki gitarowe, "prawie-solówki" perkusyjne i wciąż doskonały głos Stinga. I tak przez niecałe dwie godziny.

Nie zaskoczyli pod względem muzyki. Oczywiście, później w Trójce Kaczkowski odbierał telefony od słuchaczy, którym brakowało którejś piosenki, ale gdyby chcieli zagrać wszystko, to byśmy tam do teraz siedzieli. Co mogłoby być, swoją drogą, również bardzo interesujące.

Bardzo podobała mi się oprawa graficzna. Duże ekrany świetlne wyświetlające ładne animacje i trzy, niezbyt duże ekrany. Ale za to realizator i montażysta (czy jak się tam oni nazywają) odwalili kawał świetnej roboty. Dynamiczne cięcia ujęć z czterech chyba kamer, delikatne przejścia między ujęciami - to wszystko robiło naprawdę świetne wrażenie.

Bodajże dwa lata byliśmy na darmowym koncercie Stinga organizowanym przez PTK Centertel z okazji wprowadzenia marki Orange. Ale to był koncert darmowy, z przypadkową publicznością. Poza tym - wczoraj nie było delikatnych Stingowych piosenek - wczoraj było prawdziwie rockowe The Police.

Po koncercie bardzo szybko udało nam się dojechać do domu. Policja (ale już ta polska, przez małe "p") sprawnie pomagała wyjechać z parkingu, a na "autostradzie" zdziwiło mnie, że wszystkie bramki były otwarte, przez co setki samochodów nie musiały stać w korku, żeby zapłacić za przejazd.

A powrót umilował wspomniany wcześniej Kaczkowski, który grał wszystkie piosenki, które pojawiły się na koncercie. I powiedział, że nie wierzy w ostateczne rozejście się zespołu, które zapowiedziane jest na sierpień. Wspomniał The Eagles, którzy ostatnią trasę koncertową zorganizowali bodajże cztery razy...

czwartek, 26 czerwca 2008

Policja - przed

Dzisiaj koncert The Police!
Od rana w pracy na słuchawkach "Greatest Hits". Zobaczymy, co pokażą wieczorem. Ufny jestem w prognozę pogody, która mówi, że padać nie będzie.
Co ciekawe, wczoraj przeczytałem, że The Police w sierpniu ma się znów ostatecznie rozwiązać i nie będą pokazywać się już pełnym składzie. Czyżby więc była to ostatnia okazja na obejrzenie The Police ze Stingiem?

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Iza jest masta haka!

Siedzę sobie nad moją pracą magisterską. Powstaje ona (nie bić, proszę!) przy pomocy Microsoft Office Word 2007 (uff, długa nazwa, ale taka jest oficjalna). No i mam ja tam taki problem, że wstawiłem sobie spis tabel, spis wykresów i spis sam-nie-wiem-czego. No i na przykład taki spis tabel rozpoczyna się od tabeli o numerze 2. I kombinuje, i pocę się, i w ogóle, i nic...

Iza przyszła. Bo coś mieliśmy razem zrobić na moim komputerze. I ja jej pokazuje, co się dzieje się. A Iza tylko:

  • A masz wersjonowanie tego dokumentu?
  • Mam.
  • A zaakceptowałeś zmiany?
  • ???
  • To zaakceptuj i odśwież.

Zaakceptowałem. Odświeżyłem. Działa.

Rispekt.

niedziela, 22 czerwca 2008

Piwo Żywe

Wczorajszy dzień trudno było mi zaliczyć do udanych. Ten blog nie jest jednak miejscem na opis tego przyczyny.

Wieczorem pojechaliśmy ze znajomymi na ognisko do Jerzmanowic. Ja, chcąc w jakiś sposób odreagować nieprzyjemny dzień, poszedłem kupić piwo. W delikatesach przy Poczcie Głównej znalazłem coś, czego szukałem już jakiś czas - piwo Żywe.

Piwo Żywe, produkowane przez browar Amber, zostało nagodzone w plebiscycie na piwo roku 2007 zorganizowanym na portalu browar.biz. Piwo to zdobyło pierwsze miejsce w kategorii piw jasnych mocnych (lagerów). I rzeczywiście, trudno się dziwić. Bo było - rewelacyjne!

Wcześniej miałem okazję pić Koźlaka z tego samego browaru (to jest mocne piwo ciemne dolnej fermentacji), które w swojej kategorii również zwyciężyło.

Jednym zdaniem - staję się fanem browaru Amber. NIech ktoś mi powie, gdzie w Krakowie w moich okolicach można regularnie kupować ich produkty...

DOPISEK: Póki co znalazłem dwa sklepy z "Żywym": całodobowe delikatesy przy Poczcie Głównej oraz sklep z alkoholem na Lea (pomiędzy Piastowską a wypożyczalnią wideo).

W sobotę nie ma korków? Stwórzmy je!

Wczoraj krakowskie MPK z jakiejś okazji (pierwszy dzień lata?) postanowiło zorganizować specjalną paradę tramwajową. Wszystko dobrze, zawsze bardzo podobały mi się tego typu imprezy, jako że zawsze na taką okazję wyciągano z zajezdni kilka zabytkowych wagonów i wysyłano gdzieś na miasto, żeby każdy mógł się nimi przejechać.

Ale nie! W tym roku plan był inny. W tym roku należało zabrać z normalnych kursów wszystkie 24 najnowsze bombardiery, ustawić je w jeden rządek, i taką kolumną specjalną przejechać przez pół miasta - nie zabierając po drodze żadnych pasażerów.

Dlaczego o tym piszę? Jechałem sobie wczoraj grzecznie ósemką od siebie do Borku. Liczyłem, że zajmie mi to rozkładowe 36 minut. Nie spodziewałem się jednak, że tuż za Bagatelę trafię w sam środek parady i przed każdymi światłami, począwszy od skrzyżowania przy Filharmonii, aż do Ronda Matecznego, przyjdzie mi widzieć mały korek, złożony z 3-4 tramwajów. Przez co moja podróż była o jakiś kwadrans dłuższa.

Dziękuję MPK za niepowtarzalną okazję ujrzenia 24 najnowszych tramwajów na raz i za rozłożenie rozkładów tramwajowych na trasie Cichy Kącik - Łagiewniki wczoraj koło 13. Rzeczywiście, przędsiębiorstwo Fair Play.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Visual Studio - malutki ficzerek

Dzisiaj gdzieś na jakimś blogu znalazłem taką małą poradę do Visual Studio.

Bardzo często podczas pisania kodu okienko IntelliSense zasłania nam część kodu (zazwyczaj tę, która akurat jest nam potrzebna):
Wystarczy jednak przytrzymać klawisz Ctrl, żeby okienko IntelliSense stało się prawie przezroczyste:
Proste? Banalne. A nie trzeba wciskać Esc, żeby zamknąć okienko, a później Ctrl+Space, żeby je otworzyć ponownie.

sobota, 14 czerwca 2008

Brak higieny akustycznej

Dzisiaj na stadione Wawelu (czyli jakieś 100 metrów ode mnie) odbywa się Awayday, czyli piknik firmy Capgemini. Przynajmniej taką informację znalazłem w Internecie zastanawiając się, co to za koncert dzisiaj będzie.

I wszystko fajnie. Nie mam nic przeciwko koncertom, które odbywają się na stadionie. Nie mam nic przeciwko takim imprezom tuż obok mnie. Ale karaoke z takim nagłośnieniem, że wydaje mi się, że śpiewająca osoba jest u mnie na balkonie, uważam za grubą przesadę. Ja rozumiem imprezę integracyjną za miastem, niech będzie i karaoke, niech będą zapasy w błocie i darcie ryja na czas. Ale w środku miasta?!

PS Pozdrawiam Anię z Capgemini - tę od brawurowego wykonania "Szklanej pogody". Ani ja, ani nasze koty, długo Cię nie zapomnimy.

PPS Wodzirej przed chwilą powiedział, że życzy uczestnikom wspaniałej zabawy co najmniej do rany. Niech tylko spróbują!

wtorek, 10 czerwca 2008

Lao Che - Powstanie warszawskie

Odkryłem tę płytę dopiero po trzech latach od jej wydania, a sam zespół dopiero po tym, gdy jego piosenki "Drogi panie" oraz "Hydropiekłowstąpienie" z płyty "Gospel" zaczęły pojawiać się w radiu. Żałuję. Bo ta płyta przez niektóre instytucje (takie jak Gazeta Wyborcza czy III Program Polskiego Radia) została uznana za najlepszy polski album roku 2005.

Kiedy usłyszałem tę płytę po raz pierwszy, nie bardzo mogłem skupić się na słowach - trafiały do mnie wyłącznie dźwięki oraz ogólne wrażenie. Bo, w moim subiektywnym odczuciu, to nie jest płyta wybitna muzycznie. Ale muzyka jest na niej bardzo umiejętnie wykorzystana do wywarcia naprawdę wielkiego wrażenia.

Płyta to dziesięć utworów opisujących chronologicznie powstanie warszawskie. Każdy z nich jest inny, każdy z nich opowiada inną historię, każdy operuje na innych uczuciach.

Bo dla mnie to jest płyta nagrana z uczuciem. I powodująca ogromne uczucia. Po każdym przesłuchaniu i podczas każdej z piosenek czuję olbrzymi ładunek emocjonalny. I nie potrafię słuchać tego albumu w tle, nie zwracając na niego uwagi.

Poza tym to wydawnictwo jest dla mnie niezbitym dowodem na to, że można nagrać w Polsce płytę o rzeczach naprawdę ważnych, ale z polotem, a nie bez niepotrzebnego patosu.

Serdecznie tę płytę polecam. Nawet, jeżeli komuś się nie spodoba, to uważam, że powinno się ją choć raz przesłuchać. Choćby dla wykrzyczanych fragmentów poezji Baczyńskiego.

sobota, 7 czerwca 2008

Koncert Sąsiadów

Byliśmy wczoraj na koncercie Sąsiadów w Starym Porcie. Na początku wielka wpadka - koncert miał rozpocząć się o 1930, zaczął się tak naprawdę koło 2100. Brakowało kabli, wtyczki były niekompatybilne, zaczęli w końcu grać na osobistych kablach Boskiego Marcina... No, ale nic to.

Zostaliśmy tylko na dwóch setach (dla uściślenia - w liczbie pojedynczej "ten set", nie "ta seta"), ale i tak koncert był niezwykle udany. Byłem strasznie zaskoczony liczbą widzów - w dobrych czasach na koncertach Psiej Wachty było trzy razy tyle ludzi. Ale dzięki temu było w miarę luźno.

Pierwszy raz - oprócz finału Shanties, gdzie wykonali tylko jedną piosenkę - mieliśmy okazję usłyszeć ich na żywo. Grali naprawdę bardzo przyjemnie, mieli dobry kontakt z publicznością. Ciekawy dobór instrumentów - Dominika gra na co najmniej sześciu różnych rodzajach fujarek!

Dawno nie byliśmy na tak dobrym koncercie szantowym, który był tak żywiołowy i ciekawy muzycznie. Wnioski są dwa - będziemy wybierać się na ich kolejne koncerty, a przy najbliższej okazji trzeba będzie zakupić ich płyty.

piątek, 6 czerwca 2008

Marże

Przedwczoraj dotarł do nas w końcu zakupiony w Stanach ultramobilny laptop HP 2133 Mini-Note (więcej o nim napiszę w osobnej notce, bo na pewno na to zasługuje). Niestety, zapomniałem o jednym - trzeba kupić adapter do wtyczki sieciowej. Uświadomiłem to sobie trochę późno, bo w momencie, kiedy kurier zadzwonił, że za 1,5 godziny będzie u mnie w domu.

Nic to. Więc zakupy na allegro odpadają. Ale sprawdziłem - tam taka przejściówka kosztuje jakieś 5-6 zł. Zaopatrzony w wiedzę o cenach udałem się do Saturna. Ku mojemu wielkiemu, ale to naprawdę wielkiemu zdziwieniu zobaczyłem, że taka sama przejściówka, jak na allegro, kosztuje tam dokładnie 29,99 zł! Pięciokrotne przebicie to dla mnie stanowczo za dużo.

Na szczęście wiedziałem, że całkiem niedaleko (na Wrocławskiej) jest sklep z artykułami elektrycznymi i elektronicznymi. Sklep znam jeszcze z tym pięknych czasów, kiedy walczyliśmy o zaliczenie z Techniki mikroprocesorowej i kupowaliśmy tam jakieś odbiorniki na podczerwień i inne dziwne rzeczy. W każdym razie - tam taki adapter kosztował dokładnie 8 zł. Trochę drożej, niż na allegro, ale z taką różnicą się liczyłem.

Podsumowując - Saturn i Media Markt są w porządku, czasami można natknąć się na naprawdę porządną obniżkę ceny, ale czasem można tam nieziemsko przepłacić.

czwartek, 5 czerwca 2008

Synchronizacja Google'a od... Google'a!

Jakoś nie zauważyłem tego radosnego momentu, gdy Google ogłosiło, że wprowadza własne narzędzie do synchronizacji kalendarza Google z Outlookiem. Więcej informacji tutaj.

W każdym razie - dzisiaj się o tym dowiedziałem i od razu sobie zainstalowałem tę małą aplikację. Co tu dużo mówić - po prostu działa! Bez żadnych niemożliwych haków, bez zakładania dodatkowych kont na różnych serwisach, bez wielkiego wysiłku. Jedyne, co musiałem zrobić przed pierwszą synchronizacją, to wyczyścić całkowicie kalendarz Google, żeby wydarzenia nie zaczęły się dublować. Ale to wszystko opisane jest w pomocy do tego programu.

Ta aplikacja jest niezwykle prosta i umożliwia jedynie synchronizację jednego kalendarza Outlooka z jednym (głównym) kalendarzem Google. Ze wszystkich programów do synchronizacji, których używałem, ten jest jednak najprostszy i działa najlepiej. Nie próbowałem jeszcze rozwiązań płatnych (umożliwiających synchronizację wielu kalendarzy z obu stron), ale najtańsze kosztują około dwudziestu paru dolarów. A nie chce mi się tyle wydawać.

Przy okazji - zainspirowałem się Piotrkiem - i ten post (podobnie jak już kilka wcześniejszych) został napisany przy użyciu Windows Live Writer. I również jestem bardzo z tego zadowolony. Niestety, zwracam również uwagę na tę samą niedogodność - brak sprawdzania pisowni. Uważam, że piszę bardzo dobrze pod względem ortografii, ale zawsze mogę nie trafić w odpowiedni klawisz albo wyprodukować czeski błąd...

niedziela, 1 czerwca 2008

Opowieści z Narni

Krótko, bo nie chce mi się teraz pisać. Byliśmy w kinie i widzieliśmy "Księcia Kaspiana". Żenada. Muszę jak najszybciej przeczytać kilka razy tę powieść kilka razy, żeby zetrzeć fatalne wrażenie.

Aha, specjalnie w tytule napisałem "Narni", a nie "Narnii". Wyjaśnienie tutaj.