wtorek, 27 maja 2008

O mowie ciała

Robimy sobie szkolenie przedmałżeńskie. Przeszliśmy już szczęśliwie przez pierwszy etap, czyli cztery dwugodzinne spotkania u Dominikanów. Nie o tym chcę pisać, powiem tylko, że tamte wykłady (bo tak to wyglądało - troje prowadzących i półtorej setki słuchaczy) były bardzo spokojne, lekko nudnawe i mało ewangelizujące. O ile prowadzący je ojciec nie bardzo wiedział, co chce powiedzieć, przez co zazwyczaj kręcił się dookoła jednej myśli, to inni prelegenci - małżeństwo - byli skoncentrowani na tym, co chcą przekazać. To, co bardzo mi się spodobało, to ich wykład na temat antykoncepcji. Wprawdzie nie dowiedziałem się nic ponad to, co już wiem, ale metoda naturalna nie została przedstawiona w kontraście do innych - jakie te inne są złe. Zostały przedstawione zalety metody naturalnej. I tyle. I za to duży plus.

Tyle tytułem przydługiego wstępu. Tydzień temu poszliśmy za to na spotkanie, które miało zastąpić nam dwie wizyty w poradni małżeńskiej. Spotkanie miało zasadniczy minus - zaczynało się w sobotę o 9 rano, podczas gdy ja tego samego dnia położyłem się do łóżka o czwartej. Cóż, takie uroki nasiadówy z dawno nie widzianym przyjacielem.

Kiedy już udało mi się dotrzeć na miejsce, ku swojemu przerażeniu odkryłem, że w spotkaniu będzie uczestniczyło zaledwie dwadzieścia osób! Co gorsza, krzesła były ułożone w półokrąg, tak więc szansa schowania się za kimś była już w zasadzie równa zeru.

Natomiast samo spotkanie - olbrzymie zaskoczenie na plus! To miały być warsztaty komunikacji małżeńskiej. Okazało się, że odbywają się raz w miesiącu i za każdym razem temat sesji jest inny. Nie wiedzieliśmy więc, na co się wybieramy. Prowadzący powiedział nam, że zgłębiać będziemy tajniki mowy ciała. I bardzo dobrze - ten temat już wcześniej bardzo nam się podobał.

Spotkanie prowadził trener osobisty (nazywający się modnym słowem coach), wynajęty zapewne przez Duszpasterstwo Rodzin. Prowadził zajęcia bardzo sprawnie. Uczestniczył w nich każdy. Na szczęście - dzięki rozsądnemu moderowaniu - można było wziąć udział bardziej aktywny (odgrywając różnego rodzaju scenki), lub mniej (tylko rozmawiając w parach).

Spotkanie było bardzo spokojne i prowadzone z wyczuciem. Gdybym nie wiedział, że jest prowadzone przez organizację katolicką, nie miałbym szans, żeby się tego domyśleć.

Nie byliśmy w poradni małżeńskiej, więc trudno nam cokolwiek porównywać. Wiem za to, że tego typu warsztaty mogę zarekomendować z czystym sercem.

4 komentarze:

xavex pisze...

"Zostały przedstawione zalety metody naturalnej. I tyle. I za to duży plus."

jesteś jak zwykle nad wyraz wyrozumiały. Podczas gdy sprostanie wymogom zwykłej przyzwoitości uważam za absolutną konieczność, Ty określasz to jako "duży plus" ;) no sorry :)

xavex pisze...

a plus należy się chyba za to, że pozwolono zamienić osobę która nie ma absolutnego pojęcia o problematyce życia we dwoje osobą, która przynajmniej teoretycznie miała i ma takie szanse.

wredny,
xavex

Bartek Wasielak pisze...

Tak, dla mnie dużym plusem jest jednak nieporównywanie różnych metod i przedstawienie aspektów tej jednej wybranej. Wolę coś takiego, niż stronnicze porównanie. Dla mnie po prostu to, co Ty nazywasz "absolutną koniecznością" jest czymś więcej, niż spodziewałem się tam spotkać.

xavex pisze...

a ja bym wolał, żeby na ten akurat temat rozmawiał ze mną specjalista ;) a nie ktoś, kto marnuje mój czas mówiąc mi coś co już wiem :)