piątek, 25 kwietnia 2008

Neither rock, neither folk, nor nothing interesting

Dzisiaj w Starym Porcie miał odbyć się koncert grupy Norfolk. Od ponad tygodnia ostrzyliśmy sobie na niego zęby, jako że zespół ten kontynuuje tradycje znanej i lubianej Psiej Wachty. Jakoś nie mogłem wcześniej nigdy trafić na ich koncert po zmianie nazwy i nastawienia, a mając w pamięci ich fantastyczne koncerty pod poprzednią nazwą, gdy na sali nie było centymetra wolnego miejsca, a cała publiczność śpiewała i świetnie się bawiła, żałowałem bardzo.

A dzisiaj żałuję, że poszliśmy na koncert Norfolk.

Spędziliśmy w Starym Porcie w sumie około 1,5 godziny. Dotarliśmy tam już długo po czasie, kiedy koncert miał się zacząć. I w ciągu całego naszego tam pobytu zespół zagrał może przez pół godziny. To raz...

Dwa - byli fatalnie nagłośnieni. Jedyne, co tak naprawdę było słychać, to gitara Axela i flet Oli. Ale głosów - prawie w ogóle. Aha - no i nie wiedziałem, że Bartek już z nimi nie śpiewa. Nie jest w ogóle wymieniony na liście członków zespołu. Cóż, dla mnie to on był osobowością w tej grupie i to on tworzył koncerty. On porywał za sobą tłum i on nadawał brzmienie całego występowi. Bo miał czym. Niestety, Szymon, który obecnie śpiewa, nie ma ani silnego głosu, ani dostatecznej charyzmy.

Trzy - nie było dzisiaj skrzypaczki Kasi, ale skoro figuruje jako członek zespołu, to traktuję to jako jednorazową nieobecność.

I jeszcze krótka uwaga o piosenkach, właściwie jednej. "24 lutego" w wersji pop absolutnie mi się nie podoba. O ile lubię ichniejszą wersję "Gdzie ta keja", to tej piosenki nie uznaję za udaną.

Trudno mi ocenić, czy to zespół Norfolk nie jest już Psią Wachtą i nie potrafi dawać takich koncertów, jak dawniej, czy to tylko dzisiejszy występ był tak zupełnie nieudany. W każdym razie - wyszedłem ze Starego Portu szybko i zniesmaczony.

Brak komentarzy: