piątek, 8 lutego 2008

Wycieczki panny W.

Kupiliśmy ostatnio szczypiorek. Taki w doniczce. Okazało się, że Pani Walewska wprost za szczypiorkiem przepada. I przychodzi do doniczki stojącej na blacie i obgryza go... Z tej przyczyny doniczka wylądowała na górnych szafkach w kuchni - tam, gdzie nawet ja mam problemy z dostępem.

Ale ja nie jestem kotem. O czym przekonaliśmy się dzisiaj rano. Wala bez żadnego problemu dostała się na lodówkę. A potem zaczęła myśleć, jak doskoczyć jeszcze wyżej. Stała więc na skraju lodówki i patrzyła się na szafki. I skoczyła. Ale nie udało jej się do końca. Zawisła na krawędzi szafek. Trzymając się tej krawędzi tylko jedną łapą! Niczym nie dotykając niczego innego! Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. W końcu udało jej się dołożyć do tego drugą łapę. I ostatecznie wciągnąć całego kota na górę. A tam wyglądała tak:



(to zielone to kocia trawka, nie szczypiorek)

Udało się ściągnąć kota na ziemię podając normalne kocie jedzenie. Ale nie na długo. Po zjedzeniu połowy miski Walewska uznała, że na śniadanie lepiej jednak nadaje się szczypiorek. I wróciła znów na szafki... Przy okazji oddając pół miski Yerbie.

2 komentarze:

eXistenZ pisze...

"Ale ja nie jestem kotem. O czym przekonaliśmy się dzisiaj rano."

no to rychło w czas :D

Bartek Wasielak pisze...

Lepiej późno niż później :P Jeszcze by później się okazało, że to jest jedna z tych rzeczy, z powodu których można unieważnić małżeństwo :)