niedziela, 11 listopada 2007

Znowu o wielu sprawach w jednym poście

Zacznijmy kolejno:

W sobotę zakończyliśmy nareszcie "eXPeryment" - czyli sześć spotkań na AGH (każde trwające 6-8 godzin), podczas których realizowaliśmy pewien projekt korzystając z metodologii XP (eXtreme Programming). Zajęcia udały się bardzo fajnie, ale, niestety, były koszmarnie wyczerpujące. Szczególny entuzjazm wzbudziły te zajęcia w poniedziałek, gdy po 6,5 w pracy szedłem na kolejne 6 godzin programowania na uczelni. Ale nic. Udało się. Żyją wszyscy.
Chwaląc samą organizację zajęć i udział prowadzącego trzeba, niestety, wspomnieć o ogólnym bałaganie związanym z całym projektem (a jest to duży projekt, realizowany przez wielu prowadzących i jeszcze więcej studentów). Nikt nie wie, co robią inni, a nawet w obrębie tej samej "sekcji" komunikacja jest koszmarnie zaburzona. Nie chcę wchodzić w szczegóły - bardzo nie lubię dowiadywać się o faktach w ostatniej kolejności...

A teraz sobie ponarzekam na różne firmy :)
  • Saturn - wywoływaliśmy tam zdjęcia. Wyszły koszmarnie ciemne! Tak, że na niektórych nic prawie nie widać (na różnych komputerach wyglądają ładnie). Natomiast przy kasie, gdy Iza chciała zapłacić swoją kartą, której nie zdążyła podpisać - ku mojemu zdziwieniu kasjerka przyjęła ją bez zmrużenia oka.
  • Carrefour w Galerii Krakowskiej - obsługiwał nas kasjer, lat około 20, pierwszy dzień w tym markecie, ale pracował już m.in. w Realu. Skąd to wiem? Bo przy kasie stali jego koledzy, z którymi cały czas rozmawiał. Sprzedał piwo osobom, które naszym zdaniem nie wyglądały na pełnoletnie, a dodatkowo wręcz obsłużył je wcześniej niż osobę, która stała w kolejce przed nimi! A zanim zaczął ją obsługiwać, uciął sobie około 2-minutową pogawędkę z ww. kolegami...
  • MPK, a raczej firma kontrolująca bilety - w tramwaju była kontrola biletów. Iza i Ania S. wyciągnęły swoje ELSy (elektroniczne legitymacje studenckie), a ja - bilet jednorazowy. Ale trzymałem w ręce też swoją kartę miejską. Kontroler posiadał oczywiście czytnik do kart wbudowany w soczewki kontaktowe. Tak więc nie sprawdził ważności ani mojego bilety jednorazowego, ani karty miejskiej. A ja, jak głupi, za każdym razem kasuję bilet... (i to za każdym razem inny!)
Przy okazji składamy życzenia urodzinowe Bartkowi C., na urodzinach którego byliśmy wczoraj, oraz Gabrielowi, którego imprezę urodzinową gościliśmy dzisiaj.

Aha, zmienił się nam stan posiadania kotów. Pani Walewska już u nas zostaje, natomiast w ubiegłym tygodniu znalazł się dom dla Andromedy. Tym sposobem od paru dni mamy (tymczasowo) Jerbę, półtoraroczną burą kotkę. Jerba jest bardzo sympatycznym kotem, ale widać po niej, że pierwszy raz jest pod dobrą opieką, dostaje regularnie jedzienie, itd. Je bardzo łapczywie i stara się wyjadać Walewskiej z miski. Myślę jednak, że szybko się nauczy, że u nas oba koty dostają jeść regularnie i oboma kotami się opiekujemy. I że nic jej z naszej strony nie grozi. W każdym razie - ona też szuka stałego domu!

Brak komentarzy: