czwartek, 27 września 2007

Mail ex cathedra, czyli gromić nas będą ferro et igni

Otrzymaliśmy dziś niezwykle ciekawego maila od kierownictwa naszej katedry. O tym, iż obecność na wykładach będzie obowiązkowa; o tym, iż na tychże wykładach korzystanie z laptopów będzie "naganne"; i o tym, iż laboratoria mają w końcu być laboratoriami, a nie projektami.


Z ostatnim punktem mogę się zgodzić - jeżeli coś ma być projektem, niech się nazywa "projekt", co ma być laboratorium - "laboratorium". Do tej pory zasada była prosta: grupa laboratoryjna liczy sobie 12 osób, projektowa - 15 albo 18 (nie pamiętam). Rok składający się ze 120 osób można podzielić albo na 10 grup laboratoryjnych, albo na 7-8 grup projektowych. Różnica: 2 albo 3 zajęcia tygodniowo, które musi ktoś prowadzić i za które będzie dostawał pieniądze. Proste? Proste.

Ale ad rem. Regulamin studiów mówi wyraźnie, że "obecność studenta jest obowiązkowa pod rygorem niezaliczenia przedmiotu na: ćwiczeniach audytoryjnych, laboratoryjnych i projektowych, konwersatoriach, seminariach, lektoratach, zajęciach praktycznych i terenowych oraz na zajęciach z wychowania fizycznego". A ja to rozumiem tak, że na pozostałych typach zajęć (w szczególności wykładach) obecność obowiązkowa nie jest. I tyle. Czy tak jest rzeczywiście - dowiemy się pewnie w ciągu kilku najbliższych dni.

Forum roku zawrzało. Do tej pory jeden wykładowca wprowadził obowiązkowe wykłady. Był to - tak się składa - kierownik katedry. Owszem, frekwencja na jego wykładach dopisywała, nie to, co na innych... Na innych przedmiotach potrafiły czasem zjawić się nawet i dwie osoby. Pytanie tylko - o czym to świadczy? Czy naprawdę tylko o tym, że studenci pracują, nie mają czasu przyjść na ten wykład? A może o tym, że niektóre wykłady naprawdę nie są ciekawe? Że na niektórych rola wykładowcy ogranicza się do przerzucania ściągniętych z Internetu slajdów? Dziwne, że w ubiegłym roku na niektóre wykłady uczęszczały tylko dwie osoby, a na inne - trzydzieści. Bez rygoru obecności.

Na forum ktoś napisał, że w niektórych krajach wszystkie wykłady od dawna są obowiązkowe. I dobrze. Ale - od dawna. A nie jest to ogłaszane na 4 dni przed początkiem nowego roku. I być może jest tam jakaś możliwość wyboru. My - niestety - jej nie mamy. I musimy chodzić na Jedynie Słuszne Wykłady Jedynie Słusznych Wykładowców. Bo tako rzecze Kanon.

W każdym razie - do początku roku jeszcze kilka dni. Być może nasz (i nie tylko nasz) rok podejmnie jakieś działania. Ja dzisiaj, niestety, straciłem bardzo dużo szacunku dla swojej uczelni, a w szczególności katedry.

2 komentarze:

Szymon Pobiega pisze...

Ja już ten szacunek dawno straciłem. W szczególności do wspomnianego specjalisty od przerzucania ściągniętych slajdów, który niefortunnym zbiegiem okoliczności (Radzisz za późno obronił PhD) jest teraz moim promotorem. Wstydzę się mojej katedry i tyle. Ale cóż, w CV coś napisać trzeba...

veevaa pisze...

No brawo. Wiesz, żadna uczelnia nie jest idealna. Moja zrobiła tylko dwa terminy egzaminów, bez warunków (czyli nie zdasz = wylot). Oraz jest następstwo przedmiotów. Więc jeśli nie zdasz któregoś przedmiotu na III roku, będziesz powtarzał rok, to nie możesz robić IV roku i tegoż przedmiotu, bo ten przedmiot blokuje wstęp na wszystkie zajęcia z IV roku.