środa, 11 lipca 2007

Shrek

Bardzo spontaniczne wyjście do kina. Tuż po tym, jak upiekliśmy ciasto z wiśniami, których chwilowo mamy zatrzęsienie :) O filmie więc... Po pierwsze - samo kino. Bardzo, bardzo dawno nie byłem w Kijowie. Pierwszy jego plus - jest bardzo blisko, raptem piętnaście minut od nas. Po drugie - było w nim prawie pusto. Dobra, może nie pusto, ale tłoku nie było. Może to specyfika wtorkowego wieczora, ale nie wiem, co innego można robić przy takiej pogodzie, jak wczoraj.

A film - nie zachwycił. Ciepły, rodzinny, mimo że zaczyna się od śmierci... Osioł z Kotem jak zawsze zachwycający. Ale nie ma już tylu perełek, co pierwsza część. Ja nie zapamiętałem ani jednego tekstu i nie bardzo widzę, czy którykolwiek wejdzie do języka codziennego.

Niemniej jednak - film się podobał. Strasznie krótki - z kina wyszliśmy ledwo po półtorej godzinie od momentu wejścia na salę.

O, a propos reklam. Film "Transformers". Produkowany przez Spielberga. Dawno się tak nie śmiałem na żadnym zwiastunie. Śmiertelnie poważnie potraktowany temat samochodów, które nagle wstają i zmieniają się w roboty. A to podobno jest najazd kosmitów. Ale nie wszystkie roboty są złe. Pffff... Tylko nie wiem, czemu widownia się aż tak bardzo nie śmiała...

Wino Chardonnay Trentino z 2004, które dostaliśmy od Małgosi - doskonałe. Bardzo intensywny smak i zapach owoców leśnych (jeżyny?), dość lekkie (ale nie za bardzo, wszak to Chardonnay). Chyba trzeba będzie poszukać czegoś więcej w tym właśnie rodzaju...

1 komentarz:

Maciej pisze...

Heh, mialem na tego posta odpowiedziec ostatnio, ale zapomnialem.

Nie o Shreku, tylko o Transformersach. Przyznaje sie, ze jak bylem maly, to lubilem zarowno bajke, jak i komiksy no i same zabawki transformers (bo to od nich sie zaczelo, tak, jak pokemony zaczely sie od gry komputerowej). Ale teraz jak na to patrze, to idea, ze gdzies daleko wieki temu byla sobie planeta zamieszkana przez dwie populacje maszyn, ktore CALKIEM PRZYPADKIEM umialy zamieniac sie w roznego rodzaju pojazdy, dosiadalne przez mieszkancow pewnej odleglej dla nich planety, zwanej Ziemia, i ze te populacje przybyly na nasza planete zrobic nam albo ziazi (to ci zli), albo nas chronic (ci dobrzy), jest po prostu 'ridiculous'.

A najbardziej mnie boli, ze przylozyl do tego reke sam Steven Spielberg. Bo jeszcze udzial Michaela 'wiecej wybuchow!' Baya jest zrozumialy...

Normalnie az chyba obejrze ten film. Oczywiscie nie w kinie, bo nie chce przykladac do tego portfela (chociaz to nie ma znaczenia, i tak bedzie sequel, i to pewnie niejeden), ale az jestem ciekaw, na ile na powazne tworcy podeszli do tego niepowaznego tematu.

Pozdrawiam!
eX