czwartek, 19 lipca 2007

Park linowy

Niedawno został w Krakowie otwarty parki linowy. Wczoraj byliśmy tam z Izą. A wrażenia - nieziemskie :)

Z czystym sumieniem mogę to miejsce polecić wszystkim, którzy

  • mają choć trochę kondycji fizycznej
  • lubią ekstremalne przeżycia
  • nie mają nic przeciwko wiszeniu jakieś 8 metrów nad ziemią
Jeżeli ktoś nie spełnia tych warunków, to przeżycia dla niego mogą być jednak traumatyczne.

A co tak naprawdę jest w tym parku? Wchodzi się na platformę na drzewie. I przechodzi na następną platformę na innym drzewie. I tak ze dwadzieścia razy. Za każdym razem poprzez inny rodzaj mostu linowego. Czy to zwykły mostek z w miarę stabilną podłogą, czy to jedna lina na nogi, jedna na ręce, czy to wisząca pionowo siatka, czy to chwiejąca się na wszystkie strony belka, czy to strzemiączka, czy to opony, czy to kolejka tyrolska.

Przejście zajmuje koło godziny. Czas podobno jest proporcjonalny do wieku uczestnika :)

Przez cały czas każdy jest przypięty co najmniej jednym karabinkiem. Podczas przejścia zapięte są oba, więc nie wydaje mi się, żeby komukolwiek udało się spaść - oczywiście, gdy przestrzega zasad. Aha, trzeba podpisać papierek, że idzie się tam na własne ryzyko.

Dzisiaj - dzień po bitwie. Otarcia na palcach, otarcia na ramionach, trochę zmęczone łydki. Ale wrażenia - bezcenne.

Dzisiaj powinienem dostać trochę zdjęć, więc zamieszczę.

Aha, artykuł o parku jest tutaj.

1 komentarz:

skokitandemowe pisze...

Park linowy to super zabawa i możliwośc sprawdzenia siebie i swojej odwagi ;)