wtorek, 31 lipca 2007

Kocie szaleństwa

Fantastyczny (moim zdaniem ;) ) filmik o Kotce Mistrzyni Drugiego Planu.
Kotką jest oczywiście Pani Walewska.

Zobacz filmik i bloga o kotach, które cały czas czekają na dom!

poniedziałek, 30 lipca 2007

Harry Potter

Byliśmy wczoraj w kinie na "Harrym Potterze i Zakonie Feniksa". Zanim cokolwiek o filmie - kino.

Tytułem wstępu. Zarezerwowaliśmy bilety w Cinema City w Galerii Kazimierz. Stwierdziliśmy, że przy okazji kupimy sobie w Almie kawę (serdecznie polecam! 250 gramów kosztuje 20 zł, a jest o klasę lepsza od Lavazzy!). Za sprawą jednak Kasi i Piotrka, którzy odwiedzili nas wcześniej, i od których dostaliśmy w prezencie młynek do kawy (łiii!), zweryfikowaliśmy listę zakupów - postanowiliśmy kupić kawę, ale ziarnistą.

Tak więc z półkilowym opakowaniem kawy ziarnistej udajemy się do kina. Idę pierwszy dzierżąc w ręku sześć biletów, podaję je panu przy wejściu...
- Z chipsami nie może pan wejść - rzecze.
Rozglądam się, czy ktoś ze znajomych kupował sobie chipsy. Kasia, Bartek, Iza?...
- Proszę?
- Nie może pan wejść na salę z rzeczami kupionymi gdzie indziej, niż w naszym bufecie.
- Słucham?
- Nie może pan wejść z chipsami kupionymi poza naszym bufetem.
Wreszcie załapałem jego spojrzenie wycelowane w reklamówkę w mojej ręce.
- Ale to jest kawa!
- Nie może pan wejść, jeżeli nie kupił jej pan w naszym bufecie.
- Proszę pana, to jest kawa ziarnista i na pewno nie będę jej spożywać podczas seansu!
Jakoś się udało. Zastanawiam się, co by było, gdybym próbował wnieść na salę butelkę Domestosu...

W każdym razie - film. Aha, jeszcze nie, jeszcze o samym kinie. Lubię chodzić do kina oglądać filmy. Ale nie znoszę chodzić do kina wąchać gorący popcorn, pikantne chipsy czy tacosy czy jak to tam nazywają i słuchać siorbania colą. No!

A film... Szczerze mówiąc - nudny! Jeszcze nigdy na żadnych "Harrym Potterze" nie spoglądałem na zegarek i nie ziewałem tak szeroko! Zrobiony jakoś tak... pusto. Przejścia między ważnymi scenami, kiedy można było wykorzystać nastrój wytworzony przez zwycięstwo czy klęskę - zaprzepaszczone za sprawą nagłówków gazet, które w tym czasie pojawiały się na ekranie. Brakowało mi tam - atmosfery. Czy to atmosfery trochę dziedzinnej magii, jak w pierwszych częściach, czy też wylewającego się z ekranu mroku, jak w "Czarze ognia". I jeszcze jedno - gdybym nie znał wcześniejszych tomów, gdybym nie przeczytał również piątego z nich - nie bardzo wiedziałbym, o co w tym filmie chodzi. Przykro mi bardzo, ale dla mnie film - nawet jeżeli jest to piąta czy siódma część - powinien być zamkniętą całością. Jak każdy z filmów o Jamesie Bondzie. A nie jak druga część "Piratów z Karaibów".

Najlepszym momentem filmu dla mnie była niewinna odpowiedź Snape'a do Umbridge: "No idea". Nie sposób się doczekać kolejnej części, kiedy to on będzie dużo bardziej w centrum uwagi.

PS Nasze tymczasowe koty nadal są chętne na znalezienie domu na stałe! Proszę nie bać się toksoplazmozy ani żadnych innych dziwnych chorób i przynajmniej przyjść je pogłaskać. No już!

wtorek, 24 lipca 2007

Biurko

Dzisiaj koty odkryły Biurko. I ramkę ze zdjęciem Izy przewróciły chyba już ze cztery razy (na razie nie podnoszę, bo po jeszcze przewrócą ponownie i się stłucze czy coś). A Mała upodobała sobie szczególnie sznureczek od rolety. Ciągnie go, ale nie wiem, czy chce te rolety podnieść czy opuścić. Mały teraz śpi na biurku. Oczywiście na samym środku. Wrodzony koci zmysł wykrywania środka wszystkiego (zwłaszcza środka Wszechświata, który - jak wiadomo - znajduje się tam, gdzie kot).

poniedziałek, 23 lipca 2007

Żałoba a bankowość?

Chciałem zalogować się do mojego banku. Na stronie głównej serwisu transakcyjnego (https://moj.multibank.pl/) - nie ta strona, co zwykle! Pytanie - czy mam powiadomić obsługę banku, że ktoś podmienił stronę na niezbyt udaną podróbkę i próbuje ode mnie wyłudzić hasło? Wygląda na to, że właśnie tak - apele o to, aby nie logować się, gdy coś wygląda podejrzanie, do mnie akurat trafiają.

Żałoba - czyli dlaczego nie

Została wprowadzana szósta już w tym wieku żałoba narodowa w Polsce. Siódmy rok stulecia - szósta żałoba - niezły wynik. Dla porównania - w ubiegłym wieku, od zakończenia II wojny światowej, mieliśmy żałobę tylko pięć razy (śmierć Stalina, Bieruta, Zawadzkiego, Wyszyńskiego i po powodzi w 1997 roku). A teraz jesteśmy już po 11 września, 11 marca (Madryt), Janie Pawle II, hali wystawowej i Halembie (za Wikipedią).

We Francji w jednym momencie zginęło 26 osób. Podczas weekendu majowego w tym roku na polskich drogach zginęło 112 osób (polska.pl). W całym roku 2005 zginęło 5444 osób (prawie 15 dziennie!). W grudniu 2004 roku w wyniku tsunami zginęło 294 tysięcy ludzi. Wg Lancet między 2003 a 2006 rokiem w wyniku działań wojennych zginęło ok. 655 tysięcy Irakijczyków.

No i co? No i nic.

Żal mi tych ludzi, którzy zginęli we Francji. Żal, zwłaszcza że zginęli przez głupotę (albo brak doświadczenia, albo nieodpowiedzialność) innych ludzi. Ale nie znałem nikogo z nich. Ich śmierć spowodowała u mnie refleksję. Ale nie mam zamiaru rozpamiętywać ich śmierci przez trzy dni.

Gdyby wśród nich był ktoś mi bliski, ba, ktoś w ogóle znajomy - cała sytuacja wyglądałaby dla mnie zupełnie inaczej. Wtedy nikt nie mógłby mi nakazać, że mam smucić się i nie chodzić na koncerty przez zaledwie trzy dni. Smuciłbym się tak długo, jak byłoby to konieczne.

Premier ogłosił (za gazetą.pl), że poszkodowani i rodziny ofiar dostaną z rezerwy premiera (czyli od rządu, czyli z moich podatków) po 110 000 zł. Przepraszam bardzo - za co? Że zginęli razem w autokarze, a nie na przykład na siódemce koło Chęcin (Echo Dnia). Nie umniejszam wagi śmierci pielgrzymów - ale czy takie traktowanie nie jest lekceważeniem wszystkich innych ofiar wypadków?

To, że prezydent poleciał do Francji - bardzo dobrze. Reprezentuje państwo polskie i powinien tam być. Ale po co pojechali z nim wiceminister zdrowia i wiceminister transportu? Ten od zdrowia najlepiej oceni stan zdrowia rannych? A ten od dróg znajdzie od razu przyczynę wypadku? Przykro mi bardzo, ale nie pachnie mi to reprezentacją państwa, tylko innej organizacji na literę "P".

Jeszcze odnośnie żałoby. Koncert The Rolling Stones nie zostanie przeniesiony (gazeta.pl). No i bardzo dobrze. Bo plan był taki, ażeby ten koncert przenieść o około trzy godziny tak, by zaczął się chwilę po północy z środy na czwartek. I co - te pięć minut mają świadczyć o tym, czy jest żałoba czy nie?

Jak dla mnie - trąci lekko paranoją...

Jak to dobrze, że koty się tym absolutnie nie przejmują i brykają, aż miło.

Kocięta do wzięcia

Koty z poprzedniego posta mają już swojego bloga i z coraz większym zniecierpliwieniem oczekują nowych właścicieli.

Chwilowa zmiana liczności rodziny

Od piątku zamiast we dwójkę, mieszkamy we czwórkę. Ja, Iza i dwoje kociąt.

Jest to tylko stan tymczasowym. Przez około dwa tygodnie będziemy się tymi kociakami opiekować, a później przekażemy je komuś, kto weźmie je już na stałe.

Sam nie wiem, jak się na to zgodziłem... Ale trudno. Już po fakcie. A koty już zaczęły używać swojej strasznej, pierwotnej zwierzęcej magii i wydają się być... śliczne. Więc tak - jest ich dwoje - on i ona, rodzeństwo, mają po dwa miesiące. Ona troszkę mniejsza i słabsza, więc on to wykorzystuje i rzuca się na nią, i bawi, i przygniata. On - co chwilę chce wyjść z łazienki i iść zwiedzać całe wielkie mieszkanie.

Najgorsze jest to, że te kotki zaczynają mi się podobać. I podoba mi się to uczucie, kiedy głaskane - mruczą. Ale to nie są nasze koty. Nasz kot zamieszka u nas dopiero po rejsie. No. Niemniej jednak te dwa to będą przecież pierwsze koty, jakie mieszkają u mnie w domu...

czwartek, 19 lipca 2007

Park linowy

Niedawno został w Krakowie otwarty parki linowy. Wczoraj byliśmy tam z Izą. A wrażenia - nieziemskie :)

Z czystym sumieniem mogę to miejsce polecić wszystkim, którzy

  • mają choć trochę kondycji fizycznej
  • lubią ekstremalne przeżycia
  • nie mają nic przeciwko wiszeniu jakieś 8 metrów nad ziemią
Jeżeli ktoś nie spełnia tych warunków, to przeżycia dla niego mogą być jednak traumatyczne.

A co tak naprawdę jest w tym parku? Wchodzi się na platformę na drzewie. I przechodzi na następną platformę na innym drzewie. I tak ze dwadzieścia razy. Za każdym razem poprzez inny rodzaj mostu linowego. Czy to zwykły mostek z w miarę stabilną podłogą, czy to jedna lina na nogi, jedna na ręce, czy to wisząca pionowo siatka, czy to chwiejąca się na wszystkie strony belka, czy to strzemiączka, czy to opony, czy to kolejka tyrolska.

Przejście zajmuje koło godziny. Czas podobno jest proporcjonalny do wieku uczestnika :)

Przez cały czas każdy jest przypięty co najmniej jednym karabinkiem. Podczas przejścia zapięte są oba, więc nie wydaje mi się, żeby komukolwiek udało się spaść - oczywiście, gdy przestrzega zasad. Aha, trzeba podpisać papierek, że idzie się tam na własne ryzyko.

Dzisiaj - dzień po bitwie. Otarcia na palcach, otarcia na ramionach, trochę zmęczone łydki. Ale wrażenia - bezcenne.

Dzisiaj powinienem dostać trochę zdjęć, więc zamieszczę.

Aha, artykuł o parku jest tutaj.

poniedziałek, 16 lipca 2007

Roquatelle Corbieres

Wczoraj mieliśmy namiastkę imprezy w mieszkaniu (impreza, na którą zaprosiliśmy wielu znajomych nie odbyła się z braku odzewu). A wczoraj wyszło tak... spontanicznie.

No i wino. Iza, z okazji zaręczyn, dostała od swoich koleżanek wino Roquatelle Corbières (2004); dostała jeszcze coś innego, ale o tym pisać publicznie nie będę. W każdym razie - wino. Pierwsze wrażenie - bardzo intensywny zapach (zwłaszcza od korka). Intensywny aromat jeżyn. Ale smak... Nie tego spodziewałem się po czerwonym wytrawnym winie. Smak - owszem, wytrawny - ale jakże delikatny. Jak na wino wytrawne - idealne do picia tak o, dla smaku, bez jedzenia. Nawet w taki upalny wieczór, jak wczoraj.

czwartek, 12 lipca 2007

Andrus, Rydzyk i pomyje

Ze "Szkła kontaktowego". Jeden z dwóch powodów, dla których mógłbym żałować, że nie mam telewizora.

środa, 11 lipca 2007

Shrek

Bardzo spontaniczne wyjście do kina. Tuż po tym, jak upiekliśmy ciasto z wiśniami, których chwilowo mamy zatrzęsienie :) O filmie więc... Po pierwsze - samo kino. Bardzo, bardzo dawno nie byłem w Kijowie. Pierwszy jego plus - jest bardzo blisko, raptem piętnaście minut od nas. Po drugie - było w nim prawie pusto. Dobra, może nie pusto, ale tłoku nie było. Może to specyfika wtorkowego wieczora, ale nie wiem, co innego można robić przy takiej pogodzie, jak wczoraj.

A film - nie zachwycił. Ciepły, rodzinny, mimo że zaczyna się od śmierci... Osioł z Kotem jak zawsze zachwycający. Ale nie ma już tylu perełek, co pierwsza część. Ja nie zapamiętałem ani jednego tekstu i nie bardzo widzę, czy którykolwiek wejdzie do języka codziennego.

Niemniej jednak - film się podobał. Strasznie krótki - z kina wyszliśmy ledwo po półtorej godzinie od momentu wejścia na salę.

O, a propos reklam. Film "Transformers". Produkowany przez Spielberga. Dawno się tak nie śmiałem na żadnym zwiastunie. Śmiertelnie poważnie potraktowany temat samochodów, które nagle wstają i zmieniają się w roboty. A to podobno jest najazd kosmitów. Ale nie wszystkie roboty są złe. Pffff... Tylko nie wiem, czemu widownia się aż tak bardzo nie śmiała...

Wino Chardonnay Trentino z 2004, które dostaliśmy od Małgosi - doskonałe. Bardzo intensywny smak i zapach owoców leśnych (jeżyny?), dość lekkie (ale nie za bardzo, wszak to Chardonnay). Chyba trzeba będzie poszukać czegoś więcej w tym właśnie rodzaju...

wtorek, 10 lipca 2007

Perełka z książki MS

Czytam sobie książkę Microsoftu przygotowującą do jednego z egzaminów dotyczącego platformy .NET. Rozdział o serializacji:

Similarly, if you want to send an object to an application running on another computer, you establish a network connection, serialize the object to the stream, and then deserialize the object on the remote application. Teleportation in science fiction is a good example of serialization (though teleportation is not currently supported by the .NET Framework).
Ale książka była pisana pod .NET 2.0. Może w 3.5 jest już obsługa teleportacji?

poniedziałek, 9 lipca 2007

Rząd się rozwala, trala-lala-lala

Pana Leppera nie ma już w rządzie. Nie jest ani wicepremierem, ani ministrem. Oznacza to również, że Samoobrona nie popiera już rządu. Czyżby coś się waliło? Adam Lipiński z PiSu powiedział, że jak nie będą mieli większości, to będziemy mieli nowe wybory. "Wprost" sugeruje, że może we wrześniu. Nie ukrywam, że cieszę się bardzo, że w rządzie o jednego ćwierćinteligenta mniej. Szkoda, że pozostało ich jeszcze trochę. Ale - czerwcowy sondaż wyborczy PBS mówi, że w tym momencie do Sejmu nie dostałaby się ani Samoobrona, ani LPR. Czyżby został tylko coraz bardziej radykalny PiS?

Oburzył mnie udział niemal połowy rządu (na czele z premierem i wszystkimi wice) na finale pielgrzymki rodziny Radia Maryja (czy jak się ta organizacja nazywa) w Częstochowie. I znowu mieliśmy słowa - że "tu jest Polska". Aha, a ci wszyscy, których tam nie było, to co? Znowu ZOMO?

Ale może jednak nie dojdzie do aż tak dużego ureligijnienia (a raczej - uklerykalnienia) rządu, a - co za tym idzie - całej Polski. Od rana wszyscy słuchają, co też ciekawego x. Rydzyk ma do powiedzenia o prezydencie i jego żonie. Że ta czarownica powinna poddać się eutanazji? Bardzo ciekawe stanowisko. Zwłaszcza jak na księdza. Czy księżom za namawianie do grzechu (wszak eutanazja to grzech) nie grozi jakaś ekskomunika albo inne tego typu atrakcje?

Bartosz Węglarczyk napisał w swoim blogu, że jeżeli "ta wpadka nie obali Rydzyka, to już go nic nie obali". Mam nadzieję, że wreszcie cały Episkopat ruszy swoje sutanny i wykopie x. Rydzyka z dala od mikrofonu, kamery i edukacji.

Jednym słowem - dzisiaj w Polsce coś się zaczęło dziać. Mam nadzieję, że sytuacja rozwinie się we właściwą stronę.

A żeby nie było, że tylko w polityce są dobre wiadomości - Iza zakończyła dzisiaj czerwcowo-lipcowe zmagania z uczelnią i możemy choć w pewnym stopniu rozpocząć wakacje. Tak więc - kino, basen i lenistwo :) A dzisiaj Chardonnay Trentino z 2004. Małgosiu, dziękujemy :)

niedziela, 1 lipca 2007

Poimprezowo

Spotkanie klasowe nie za bardzo się udało. Tylko dwie osoby spoza grona, z którym i tak się czasami spotykam. Plus wychowawca. A tak to skład w zasadzie taki sam, jak na imieninach Piotrka.

Jeżeli tak ma wyglądać ewentualne spotkanie w pięciolecie matury, to ja dziękuję. Przy czym nie mam nic do zarzucenia organizacji, bo Gosia maila zapraszające na ten konkretny termin wysłała bodajże w kwietnie. To co, pozostałym należy wysłać imienne zaproszenie pocztą z rocznym wyprzedzeniem?

Za to dzisiaj przejrzałem sobie album ze zdjęciami wszystkich osób, które razem ze mną zdawały maturę. Coraz słabiej pamiętam twarz, coraz słabiej kojarzę osoby. Ale praktycznie wszystkich wspominam cieplej, niż sobie na to zasłużyli :) Po prostu kwestia czasu...

Z innej beczki. Dzisiaj w końcu - po całym zamieszaniu sesjowo-przeprowadzkowym - skończyłem oglądać 3. serię Battlestar Galactica. No, i wreszcie coś ciekawego do obejrzenia. I znowu zaskakujące zakończenia. No i w ogóle ten serial daje mi dużo radości. Bo jest to dobrze zrobione science-fiction. Z bardzo rozbudowaną częścią społeczną. I tylko trochę przeszkadza mi to, że słychać, jak myśliwce latają w kosmosie. No, ale nie każdy film musi być Odyseją kosmiczną.

I - ponieważ przeczytałem dzisiaj prawie 100 stron książki, takiej normalnej, do czytania, a nie podręcznika czy czegoś z Klasyki informatyki - to wróciłem też do oglądania Losta. Obejrzałem sobie dwa odcinki ze środka 3. serii. Ale nadal mnie nie zachwycają tak, jak robiły to odcinki z samego początku serialu! W każdym razie, Monika podczas ostatniej rozmowy na tyle rozpaliła moją ciekawość, że spróbuję jakoś dotrwać do końca tej serii.