środa, 20 czerwca 2007

Habeo Internet, ergo sum

Po długich bojach z Przeciwnościami Losu udało się - mamy Internet! To znaczy Internet jest w drugim pokoju, ale dzięki czemuś takiemu jak WiFi mam go i tu - ale nie wiem dokładnie, jak to działa, nie jestem przecież na Sieciach ;)

Na Przeciwności Losu złożyły się następujące fakty:

  • w bloku, w którym mieszkamy, instalację kablową posiada tylko jeden (słownie: 1) operator.
  • w bloku, w którym mieszkamy, do zasięgu radiowego nie przyznał się ani jeden (słownie: 0) operator.
  • poprzednia lokatorka tego mieszkania (nazwisko do znajomości redakcji) raczyła podpisać umowę z tym jedynym operatorem kablowym, której jednak czas trwania przekraczał czas jej zamieszkiwania pod tym adresem. To mi się w głowie nie mieści, jak można zrobić w ogóle coś takiego, ale - nil admirari - jak mawiali starożytni Etruskowie.
  • poprzednia lokatorka tego mieszkania, aby rozwiązać umowę, musi zapłacić karę umowną - na szczęście Komisja Trójstronna (ja, ona i właściciele mieszkania) ustaliła, że mnie nic do tego, bo to ona ją podpisala
  • poprzednia lokatorka tego mieszkania zgodziła się, abym do czasu rozwiązania umowy (czyli do końca lipca) korzystał z jej pakietu; niestety, muszę za to zapłacić.
  • poprzednia lokatorka tego mieszkania dopiero dzisiaj zadzwoniła do Aster podając im MACa mojej karty sieciowej.

Tym sposobem mogę w końcu od siebie napisać coś na blogu.

Niech żyje Internet! (Teraz to dopiero nie będzie mi się chciało uczyć;))

2 komentarze:

Kasper pisze...

Dogadaj się z nią w sprawie "cesji" praw umowy. Napewno w chello da sie tak zrobic. Mnie to kosztowało 40pln i rozłozylem to na pół z poprzednim lokatorem więc się opłacało.

Bartek pisze...

No właśnie cesji się nie dało zrobić, bo wtedy ja miałbym jej zobowiązania do kablówki na najbliższe parę miesięcy i to ja musiałbym płacić karę za wcześniejsze zerwanie umowy. A tak to ona to zapłaci, a od sierpnia ja sobie podpiszę umowę taką, jaką chcę.