sobota, 30 czerwca 2007

Imprezowo

Wysyp jakiś imprez ostatnio... Nie, nie narzekam. Ale dzisiejszy dzień jest trzecim dniem z rzędu, którego wieczór spędzam gdzieś poza domem. A to nie koniec atrakcji, jak się zapowiada.

Przedwczoraj wizyta u Moniki i Szymona (link do bloga w prawej kolumnie). Pierwszy raz zobaczyłem mieszkanie kolegi, z którym codziennie rano piję kawę w pracy. Efekt ich pracy - super :) I bardzo przyjemnie się nam rozmawiało, i bardzo przyjemnie piło się wino i w ogóle było bardzo sympatycznie.

Wczoraj - imieniny Piotrka (link do bloga w prawej kolumnie). Bardzo udany grill, bardzo smaczny Smadny Mnich i ludzie, których od bardzo dawna nie widziałem. Ale mam wielką nadzieję, że następnym razem zobaczę ich jednak po nieco mniejszej przerwie.

Dzisiaj krótka wizyta koleżanki ze studiów (brak linka do bloga!). Krótka pogawędka, która spokojnie mogłaby być kilkakrotnie dłuższa, bo przecież studiujemy razem, a nie rozmawialiśmy chyba od pół roku. Dzięki, Aniu, za fantastyczne ciasteczka!

A za chwilę spotkanie klasowe. Pierwsze po czterech latach. Zastanawiam się, czy zobaczę tam innych ludzi niż ci, z którymi i tak mam częsty kontakt. No, ale zawsze można spróbować. A jeśli dzisiaj nie wyjdzie, to za rok spotkanie będzie musiało być udane. Wszak to pięciolecie matury będzie! (Jejku jej, a teraz to już cztery lata mijają? Niemożliwe...)

poniedziałek, 25 czerwca 2007

Heyah

Dzwonię do Heyah. Iza ma tam telefon i miała problem. Dzwonię więc ja (oczywiście):
- Dzień dobry, mam taki problem, bla bla bla...
- Ale to nie tutaj, to musi Pan zadzwonić do biura obsługi, może Pan zadzwonić z każdego numeru.
- Poproszę zatem ten numer.
- Ten, z którego Pan dzwoni?

Uczelnia

No tak, nic nie może być do końca jasne. Nie może być tak, że jest sukces. Bo zawsze jest "ale".

Dzisiaj sukcesem była brązowa odznaka Stanisława Staszica, którą odebrałem z rąk dziekana. Bardzo miły gadżet, którego zdjęcie zamierzałem zamieścić, ale nie wiem, gdzie mamy aparat inny niż w komórce. No to fajnie, elita elitarnego wydziału i w ogóle inne piękne frazesy; poczułem się jak ktoś zupełnie wyjątkowy... :)

Niestety, późniejszego egzaminu z baz danych do udanych zaliczyć nie można. Pytania na pierwszym pierwszym terminie były nieporównywalnie łatwiejsze. A te dzisiaj - dla mnie zaskakujące. Mam przynajmniej nadzieję, że wyniki będą szybko i nie będzie trzeba tkwić w niepewności.

Wizyta rodziców

W sobotę po raz pierwszy doświadczyliśmy wizyty moich rodziców. W pewnym stopniu było tak, jak się tego spodziewałem. Na początku reakcja negatywna - po zobaczeniu bloku. Później - to samo - po zobaczeniu klatki schodowej. Ale po wejściu do mieszkania - tym większe zaskoczenie, że w tak brzydkim bloku może być takie ładnie.

Wizytę można uznać za bardzo udaną. Mieszkanie się podobało, jedzenie, które zrobiliśmy (pizza z pełnoziarnistej mąki) smakowało. I dostaliśmy prezent. Pierwszą oznakę Luksusu w naszym mieszkanie. Od soboty kawę robi nam takie urządzenie. A jaka pianka! Teraz już nie mam co chodzić do pracy na 0700, żeby się dobrej kawy napić :)

Do listy prezentów załączam więc młynek do kawy. Żeby nasza kawa mogła być jeszcze lepsza!

czwartek, 21 czerwca 2007

KGD .NET - pierwszy i ostatni raz?

Od dobrych paru miesięcy wybierałem się na spotkanie Krakowskiej Grupy Deweloperów .NET. A to termin nie bardzo, a to coś do zrobienia, a to mi się zwyczajnie nie chciało. Dzisiaj - mobilizacja. Primo - blisko mam przecież. Secundo - koleżanka i koledzy z roku będą mieć swoją prezentację.

Czy mieli - nie wiem. Nie doczekałem. Nie udało mi się przebrnąć przez prezentację wcześniejszego prelegenta. Co więcej, mimo iż na spotkaniu spędziłem 40 minut, nie udało mi się doczekać jego prezentacji.

Panu posiadającemu zaszczytny tytuł Microsoft MVP (Most Valuable Professional), niestety, nie udało się podpiąć swojego laptopa do rzutnika. Próbował przez co najmniej pół godziny. Dłużej ja nie wytrzymałem. Ale chętnie się dowiem, czy mu się w końcu udało...

To był mój pierwszy raz na spotkaniu KGD .NET. Mam nadzieję, że nie ostatni. Chociaż wrażenia jak na pierwszy raz - straszne.

Eclipse 3.3

Pojawia się Eclipse Europa - zbiór projektów Eclipse'a. A w środku nowe źródło - Eclipse 3.3. Więcej o tym tutaj.

Jak tylko będę mógł, spróbuję ściągnąć sobie to ustrojstwo i potestować. Fajne jest to, że Europa ma aż 21 zintegrowanych projektów. Z nowości - AJDT, czyli AspectJ Development Tools, ciekawy narzędzie do programowania aspektowego (narzędzie samo w sobie nie jest nowe, nowością jest to, że pojawia się w pakiecie).

W każdym razie - wrażenia zostaną opisane. Najwcześniej za 9 dni, bo wtedy właśnie premiera.

środa, 20 czerwca 2007

Habeo Internet, ergo sum

Po długich bojach z Przeciwnościami Losu udało się - mamy Internet! To znaczy Internet jest w drugim pokoju, ale dzięki czemuś takiemu jak WiFi mam go i tu - ale nie wiem dokładnie, jak to działa, nie jestem przecież na Sieciach ;)

Na Przeciwności Losu złożyły się następujące fakty:

  • w bloku, w którym mieszkamy, instalację kablową posiada tylko jeden (słownie: 1) operator.
  • w bloku, w którym mieszkamy, do zasięgu radiowego nie przyznał się ani jeden (słownie: 0) operator.
  • poprzednia lokatorka tego mieszkania (nazwisko do znajomości redakcji) raczyła podpisać umowę z tym jedynym operatorem kablowym, której jednak czas trwania przekraczał czas jej zamieszkiwania pod tym adresem. To mi się w głowie nie mieści, jak można zrobić w ogóle coś takiego, ale - nil admirari - jak mawiali starożytni Etruskowie.
  • poprzednia lokatorka tego mieszkania, aby rozwiązać umowę, musi zapłacić karę umowną - na szczęście Komisja Trójstronna (ja, ona i właściciele mieszkania) ustaliła, że mnie nic do tego, bo to ona ją podpisala
  • poprzednia lokatorka tego mieszkania zgodziła się, abym do czasu rozwiązania umowy (czyli do końca lipca) korzystał z jej pakietu; niestety, muszę za to zapłacić.
  • poprzednia lokatorka tego mieszkania dopiero dzisiaj zadzwoniła do Aster podając im MACa mojej karty sieciowej.

Tym sposobem mogę w końcu od siebie napisać coś na blogu.

Niech żyje Internet! (Teraz to dopiero nie będzie mi się chciało uczyć;))

poniedziałek, 18 czerwca 2007

Po przeprowadzce

Walka była to ciężka i nierówna. Nas dwoje. Samochód kombi. Trzy mieszkanie źródłowe i jedno docelowe. I jeden dzień na jej stoczenie.

Dzień zaczął się o godzinie 0545. Od pożyczenia samochodu. Następnie była walka w moim mieszkaniu. Z biurkiem. Z ciężką szafką z szufladami. I z upływającym czasem.

Poszczególnych walk w ten piątek było wiele. Żeby wspomnieć tylko o zakupach w Realu przed 2200 i o pani w kolejce przed nami, która kupowała (między innymi) 42 opakowania talerzy jednorazowych. O tym, że Red Bull rzeczywiście dodaje skrzydeł, a przynajmniej sprawia, że ma się siła w ogóle ruszyć. I o tym, jakie straszne są korki w Krakowie, zwłaszcza, jak się jedzie z kaktusem dyndającym za fotelem.

Dzień skończył się trochę po północy. Moim powrotem do domu (naszego!). Ogarnięciem wzrokiem obu pokoi i stwierdzeniem, że takiej kupy gratów w jednym miejscu nie widziałem jeszcze w życiu. Ale to jest trochę tak, jak pakowanie się na jacht. Na kei wydaje się, że tych objętość rzeczy przekracza dwukrotnie objętość jachtu. A później i tak się wszystko mieści. I u nas też się wszystko zmieściło. W sobotę wczesnym popołudniem dostępna już była nawet ścieżka sypialnia-korytarz-salon-balkon. Wieczorem pojawiła się nawet Przestrzeń.

Niestety, nie pojawił się jeszcze Internet. Otóż poprzednia lokatorka razem ze swoim przedłużaczem zabrała również i zasilacz do modemu. Dzisiaj zamierzam go odzyskać.

No a dzisiaj wspaniałe uczucie. Wstałem o tej godzinie, co zwykle w normalny dzień tygodnia. Wyszedłem z domu o tej godzinie, co zwykle w normalny dzień tygodnia. W pracy byłem o godzinę wcześnie, niż zwykle w normalny dzień tygodnia.

Podsumowując - impreza oblewalna odbędzie się jakoś na przełomie czerwca i lipca. Oczekujemy od wszystkich ładnych kartek z wakacji, co by mieszkanie można przyozdobić i w ogóle. I do zobaczenia. U Nas :)

środa, 13 czerwca 2007

Przeprowadzka - start

Wczoraj wieczorem podpisaliśmy umowę. Na czas nieokreślony. Na warunkach, na które się wszyscy zgodziliśmy. I odebraliśmy klucze i w ogóle i w ogóle.

Jutro kupujemy łóżko i zaczynamy przewozić rzeczy, przynajmniej te najbardziej potrzebne. I kupujemy niezbędny sprzęt oraz dobra szybko- i wolnozbywalne.

I mamy nadzieję, że w piątek będziemy już tam nocować.

Szybko, prawda? Jutro miną dokładnie dwa tygodnie od momentu, kiedy oznajmiliśmy naszym rodzicom chęć wspólnego zamieszkania i zaczęliśmy myśleć o tym na tyle poważnie, żeby móc szukać czegoś konkretnego. Ale... chyba tak trzeba było, cios za ciosem. Na tyle szybko, żeby nie wszyscy odsapnęli po naszych zaręczynach.

Jednym zdaniem - wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Teraz tylko trochę się urządzić. I dojść do porozumienia z uczelniami, że nic od siebie nie chcemy przez najbliższe trzy (w ostateczności - dwa) miesiące. A później możemy zapraszać na zwiedzanie. O czym informować będziemy w osobnych i osobistych komunikatach.

wtorek, 12 czerwca 2007

Na Safari? Chyba jeszcze nie...

Przeczytałem dzisiaj, że Safari, przeglądarka internetowa autorstwa Apple, jest dostępna również na Windows. No to co, spróbujemy? Spróbowaliśmy.

Zainstalowała i uruchomiła się błyskawicznie ("Blazing performance - 2x faster"). No to wchodzimy na gazeta.pl - stąd czytam wszystkie informacje i potrzebuję tej strony. Ładowała się strasznie długo - kilkanaście, kilkadziesiąt sekund. Firefox wczytuje ją do końca w sekund około pięć... No i zamiast niektórych linków była przestrzeń... Biała przestrzeń. Wprawdzie po najechaniu na nią pojawiało się podkreślenie, ale co to były za linki, nadal nie było wiadomo.

Dalej. Przy pasku adresu jakiś magiczny plusik. Po najechaniu na niego myszką nie pojawił się żaden tooltip. Ale wykoncypowałem, że może to jest przycisk otwarcia nowej zakładki. Nie wiem. Bo po naciśnięciu przeglądarka się zamknęła (poprzez wykonanie nieprawidłowej operacji). I tak za każdym razem po kliknięciu na ten przycisk.

Dezinstalacja trwała dłużej niż instalacja.

Spróbuję jeszcze w domu na laptopie...

PS O, pardon, okazało się, że to beta dopiero...

czwartek, 7 czerwca 2007

Się działo się

Od wczoraj przyszły teść ma nową żonę. No i co? No i nic. Jakoś wszystko to przeżyli. Tyle w tej kwestii.

Od wczoraj za to też mamy mieszkanie! W sensie wynajęte. Ale w końcu nasze. I od wczoraj mamy do niego klucze. A przeprowadzka za tydzień, może dwa.

Teraz więc, oprócz włączenia trybu "sesja", włączamy również tryb "szukamy rzeczy do mieszkania". Ponieważ mieszkanie jest kompletnie umeblowane z dokładnością do łóżka, to od niego rozpoczynamy łowy. Prawda, że dobry sprzęt na początek?

A tuż po sesji zapraszamy na imprezę inauguracyjną. No. Nareszcie!

piątek, 1 czerwca 2007

Dzień dziecka

Dostałem piękny prezent z tej okazji.
Przelew z Urzędu Skarbowego ze zwrotem podatku.
Czyli państwo stwierdziło, że jestem jego dzieckiem...