czwartek, 10 maja 2007

TK, lustracja i inne dziwne sprawy

Oglądałem dzisiaj przy obiedzie transmisję z obrad Trybunału Konstytucyjnego. I dopiero wtedy usłyszałem o wszystkich posłach Mularczykach, sędziach Jamrozach i Grzybowskich i tak dalej… Ale budzi to mój naprawdę głęboki niesmak. Bo jak to jest, że pewien poseł (działający z umocowania marszałka Sejmu wprawdzie) idzie dzień przed swoim wystąpieniem do IPN, a ten mu przez całą noc szuka haków na wybrane osoby? I znajduje. Przy czym poseł przekazuje Trybunałowi ich niepełną wersję. Bo jeden sędzia został wyrejestrowany, bo nie chciał współpracować. A drugi został zarejestrowany już praktycznie w III RP, a nie PRL.

Mularczyk w odpowiedzi stwierdził, że nie jest w stanie powiedzieć, czemu tak postąpił.

Tak napisali w Wyborczej. I co można na coś takiego odpowiedzieć? Mnie nie starcza słów. To tak, jakbym poszedł do sądu i powiedział, że kolega mnie pobił. Później okazałoby się, że tak, pobił – prawie 20 lat temu, w piaskownicy łopatką. Ale przecież liczą się fakty! Jak w tym dowcipie: nie w Moskwie, a w Leningradzie, nie samochód, a rower…

Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi nigdy składać żadnego oświadczenia o współpracy czy jej braku. Mam nadzieję, że jeżeli jednak dojdzie do takiej konieczności, zwłaszcza w sytuacji podobnej do dzisiejszej, będę potrafił odmówić. Mam nadzieję, że odmówię dlatego, że uznam to uwłaczające mojej godności, a nie dlatego, że miałbym coś do ukrycia.

Brak komentarzy: