czwartek, 31 maja 2007

Teletubisie

O nich nie będzie. Bo już mi się niedobrze robi, jak słucham informacji na ten temat.

Będzie za to o absurdach Kraju w Którym Żyjemy. I o tym, że już robi się strasznie zamiast śmiesznie.

Primo – czyli o tym, że wojewoda może zakazać przemarszu, demonstracji, pochodu obok miejsca pamięci narodowej (a takie miejsca to np. pomnik, krzyż przydrożny, kapliczka czy tablica pamiątkowa), jeżeli to wydarzenie będzie naruszać powagę miejsca. Jednym słowem – w Krakowie czy w Warszawie nie będzie można zorganizować żadnego przemarszu, na który nie zgodzi się rząd (no bo wojewoda to przecież rząd); wszak w tych miastach co dwa kroki krzyż, kaplica, kościół, czy – nie daj Boże – pomnik. Nie mówiąc już o tablicach typu "w tym domu w nocy z … na … spał Goethe". Zapraszam na Kurdwanów – tu na razie nie ma żadnego pomnika, krzyża, tablicy; jest jeden (na razie, bo drugi ma niebawem powstać) kościół.

Secundo – czyli że Polskie Radio wywaliło p. Tadeusza Sznuka, bo pracował w stanie wojennym. Nie przeszkadza to jednak tej instytucji nadal wykorzystywać jego głosu w akcjach promocyjnych. P. Sznuk powiedział:

Jestem właśnie na tzw. wypowiedzeniu, ale zarząd zwolnił mnie z obowiązku świadczenia pracy, czyli nie życzył sobie, bym nadal był głosem obecny w radiu.

Dodał też, że gdyby ktoś go zapytał o zdanie, to oczywiście by się zgodził. Ale kto by się pytał…

Tertio – czyli o tym, że p. Giertych (tym razem Roman) i jego ministerstwo wyrzucają z listy lektur obowiązkowych Gombrowicza, Witkacego, Herlinga-Grudzińskiego, Goethego, Conrada, Dostojewskiego, Kafkę. Nie chcę pisać o tym, co wprowadzono w zamian, bo nie jestem w nastroju na dysputy światopoglądowo-religijno-dogmatyczno-klerykalno-świeckie. Ale jak można usunąć "Zbrodnię i karę"? Mnie się to w głowie po prostu nie mieści.

Z drugiej strony, przeczytałem komentarz, że może i dobrze, że się usuwa tych autorów. Może młodzież, jak zawsze na zasadzie przekory, sięgnie nawet nie po to, co zakazane, ale po to, co odradzane?

Quarto – dzisiejsza Wyborcza krzyczy dużym tytułem "Mengele". I to jest przerażające. Że sprawie przeciwko chirurgowi G. (najsłynniejszy lekarz w Polsce, chyba…) CBA nadaje taki właśnie kryptonim.

Najgorsze jest właśnie to, że od jakiegoś czasu obserwuję działania władzy w granicach prawa, ale poza granicami dobrych obyczajów i demokracji. Nie ma nigdzie przepisu, że przewodniczącym komisji sejmowej ds. służb specjalnych jest przedstawiciel opozycji i że zmienia się co pół roku, ale tak zawsze było i było to pewną gwarancją ich niezależności od władzy. Nie było nigdzie przepisu, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ma za członków ludzi różnych opcji. Nie było nigdzie przepisu, że prezesem NBP ma zostać wybitny ekonomista. Ale takie były standardy. Niepisane.

Tak jak nigdzie nie jest napisane (zapewne), jaki kryptonim może nadać sprawie jakaś instytucja. Ale jeżeli to staje się jawne, to nie powinno być w złym guście. A "Mengele" nie jest w złym guście. Uwłacza godności niewinnego człowieka ; niewinnego – bo żadne wyrok w jego sprawie do tej pory nie zapadł.


 

Jeden dzień, a tyle wrażeń… Dobrze, że oprócz skrajnie negatywnej polityki i życia publicznego są jeszcze inne aspekty. Które dzisiaj wyglądają bardzo obiecująco. Ale to temat na zupełnie inną historię…

Brak komentarzy: