czwartek, 10 maja 2007

Tak, jestem jawnym współpracownikiem

Firmy Microsoft. Ponieważ pracuję w firmie, która produkuje oprogramowanie bazujące prawie wyłącznie na produktach Microsoftu. Ponieważ sam zakupiłem kilka produktów tejże firmy, używam ich i jestem z nich bardzo zadowolony.

Dlaczego w ogóle to piszę? Na pewnym forum znów pączkuje dyskusja, która zazwyczaj sprowadza się do określenia Wyższości Świąt A nad B. W sensie Linux a Windows, Java a .NET.

Primo – dla większości ludzi Microsoft kojarzy się wyłącznie z Windows. Które, owszem, kiedyś nie były może najlepszej jakości. Ale odkąd używam Windows XP, nie zdarzyło mi się, żeby system się zawiesił, stał się niestabilny, czy zrobił coś absolutnie niezrozumiałego. Tak, różne aplikacje oczywiście działają w bardzo różny sposób, jednak z systemu jestem niezmiernie zadowolony. Tak, to oczywiście również wynika z tego, że ja ten system znam bardzo dobrze i potrafię zrobić w nim większość rzeczy nie szukając informacji o tym w Internecie. A tak, niestety, w Linuksie już nie jest. Ile ja się namęczyłem z zainstalowaniem Linuksa na moim laptopie! Fedora 4 po zainicjowaniu instalacji pokazuje mi ekran w przeróżnych kolorach i restartuje komputer. Mandrake (czy tam Mandriva) wyrzuca się w połowie instalacji, kiedy już zdąży nadpisać mi MBR (na szczęście pamiętam, jak łatwo za pomocą płytki z Windowsem przywrócić go do poprzedniej postaci). Jakiś inny w ogóle nie wystartował. Gentoo się zainstalował, ale KDE do niego kompilowało się przez kilkanaście godzin! Fedora 5 zainstalowała się bezproblemowo. I niech nikt mi mówi, że mój laptop nie wspiera Linuksa! Wiem, że mam układ graficzny firmy SiS, ale Windowsowi jakoś to nie przeszkadza.

Ale skonfigurowanie sieci bezprzewodowej pod Linuksem przekroczyło już jednak moje siły. Prób synchronizacji kontaktów i kalendarza przez Bluetooth z komórką w ogóle nie zaczynałem. Sorry, Windows robi to od razu i w prosty sposób.

Secundo – pakiety biurowe. Byłem wielkim fanem OpenOffice'a. Bo darmowa alternatywa do strasznie drogiego MS Office'a. I zapaliłem się do tego i zacząłem używać i czytałem tutoriale, jak łatwo przesiąść się z MS Office'a. Ale w pewnym momencie zacząłem wątpić. Bo kilku rzeczy nie da się zrobić. Bo czegoś się nie mogłem doklikać. Bo stworzenie dużego (kilkadziesiąt stron) dokumentu o spójnym stylu (te same tabulatory!) okazało się praktycznie niemożliwe. Tak, może ja nie umiem; ale nie mam zamiaru uczyć się czegoś całkowicie od nowa. Więc zakupiłem licencję studencką MS Office'a 2007 za naprawdę nieduże pieniądze (niecałe 300 złotych), który, szczerze mówiąc, zachwyca mnie. Świetny interfejs, zupełnie różny od poprzedniego; jednak przyzwyczajenie się do niego zajęło mi kilka godzin pracy! A dzięki niemu naprawdę łatwiej dostać się do różnych funkcji (co pozwoliło mi w ogóle dowiedzieć się, że niektóre istnieją!).

Tertio – tworzenie oprogramowania zostanie dopisane w czasie późniejszym, bo właśnie kończy się wykład :)

PS Artykuł w żadnej mierze nie jest przez nikogo nie jest sponsorowany.

Brak komentarzy: