piątek, 11 maja 2007

Lustracja

Dzisiaj bardzo ważny wyrok Trybunału Konstytucyjnego. I, jak powiedział p. Waldemar Pawlak, "wielka lekcja prawa i sprawiedliwości dla PiS".

Przyznam się szczerze, że nie rozumiem tego całego szaleństwa lustracyjnego. A rzeczą, której najbardziej już nie rozumiem, jest to, że autorami tej ustawy i innych bardzo radykalnych projektów są ludzie młodzi, koło trzydziestki. Ale podobno (wedle sondaży) największymi zwolennikami lustracji są właśnie ludzie młodzi! Przykro mi bardzo, zaburzam statystyki.

Czekałem dzisiaj cierpliwie na ogłoszenie wyroku. Nie ukrywam, że nie podobają mi się rządy Prawa i Sprawiedliwości i że jestem przeciwnikiem tej ustawy w obecnym (zakwestionowanym) kształcie. Ale oczekiwałem od Trybunału sprawiedliwego wyroku w tej kwestii. Doczekałem się. Trybunał nie ugiął się przed atakami na siebie, przed nazywaniem go "trzecią izbą parlamentu", ba, podobało mi się zachowanie p. Marka Kotlinowskiego (z Ligi Polskich Rodzin!), który to samemu wycofał się ze składu orzekającego, jako że był jednym z autorów rozpatrywanej ustawy. I bardzo mi się podobało, że po wczorajszym ataku p. Mularczyka (o nim we wczorajszym wpisie), Trybunał nie wdał się w żadne dyskusje, tylko – poświęciwszy w danej chwili prawo dwóch sędziów do pełnego oczyszczenia się z zarzutów – stwierdził, że ważniejszy jest interes państwa i całej rzeszy obywateli czekających na werdykt.

Fragmenty orzeczenia, które uznałem za szczególnie ważne:

Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją posłużenie się w preambule ustawy lustracyjnej pojęciem "osobowe źródło informacji".

Szalenie pojemne wyrażenie. Zwłaszcza, że w ustawie (z tego, co pamiętam), pada gdzieś wyrażenie, że sankcje (bodajże publikacja nazwisk) będzie dotyczyć osób "traktowanych jako OŹI". "Traktowanie" jest za bardzo subiektywnym określeniem…

Została uznana za konstytucyjną definicja współ pracy wyrażona w art.3a ust.1 pod warunkiem, że dla stwierdzenia tej współpracy nie wystarcza samo wyrażenie woli współdziałania z organami wymienionymi w tym przepisie, lecz konieczne są także faktyczne działania świadomie urzeczywistniające podjętą współpracę.

Czyli ocena faktów, a nie deklaracji.

Za niekonstytucyjne uznano pozbawienie osoby lustrowanej prawa wniesienia kasacji.

Trybunał uznał że prawomocne orzeczenie sądu stwierdzającego fakt złożenia przez osobę lustrowaną nieprawdziwego oświadczenia lustracyjnego nie może być obligatoryjną przesłanką pozbawienia tej osoby pełnionej przez nią każdej funkcji publicznej.

Dla mnie najważniejszymi słowami były słowa wypowiedziane chyba przez prof. Stępnia po odczytaniu sentencji. Mówił on, że najważniejszą kwestią jest to, że w żadnym wypadku nie można nikogo karać za coś, co w danym przypadku nie było zabronione. A w tym momencie zabronić kontaktów z prawnie umocowaną służbą bezpieczeństwa legalnie w końcu działającego państwa jest niemożliwe. Powiedział też, że "państwo nie może i nie powinno zaspokajać żądzy zemsty, lecz powinno służyć sprawiedliwości".

I to są chyba najważniejsze słowa. Nie są to formalne wytyczne dla tworzących prawo i rządzących, ale powinni te słowa mieć zawsze w pamięci.

Chociaż niektórzy rządzący już dziś wyrażają głębokie niezadowolenie z orzeczenia. I mówią, że powinno się udostępnić całe archiwum IPN. To już jest poroniony pomysł. Bo oprócz oczywistych kłopotów technicznych (86 km bieżących akt! – dalej niż z Krakowa do Katowic!), to przecież nie powinno w żadnym wypadku ujawniać się danych dotyczących życia prywatnego, czy to osób inwigilowanych, czy też kogokolwiek innego. To, że wybitny opozycjonista miał kochankę na boku to jest jego prywatna sprawa!

Ktoś powiedział, że najlepiej będzie zabetonować cały IPN. Ja wolę ogłosić zbiórkę na benzynę. Bo beton można skuć i cała zabawa zacznie się od nowa…

Brak komentarzy: