środa, 25 listopada 2009

Podział Krakowa na dzielnice

Kiedyś (1973-1991) było prosto - dzielnice były cztery, biura urzędu miasta - dwa. Teraz sprawa jest nieco bardziej skomplikowana - oficjalnie (samorządowo) Kraków podzielony jest na 18 dzielnic, biura urzędu miasta są trzy. Tyle teorii - jak to wygląda w praktyce?

Wymeldowanie/zameldowanie - okazuje się, że rozpatrywane jest względem starego podziału dzielnicowego. Na pytanie pani z urzędu: "Czy chce pan zameldować się w tej samej dzielnicy, z której wymeldowuje się pan" odpowiedziałem "nie" - bowiem wymeldować chciałem się z dzielnicy XI (Podgórze Duchackie), a zameldować w dzielnicy XIII (Podgórze). Dla tej pani jednak obie te dzielnice (jak i dzielnica X - Swoszowice - skąd wymeldowywała się Iza), to jedno i to samo - Podgórze.
Aha, tę sprawę załatwia się w biurze urzędu miasta przy Wielickiej. Podobnie jak dowody osobiste. Ale już nie prawo jazdy - po to trzeba pofatygować się na Powstania Warszawskiego.

Natomiast niesamowicie ciekawy podział występuje w urzędzie miasta jeśli chodzi o podatek od nieruchomości. Na szczęście dla nieruchomości położonych w Podgórzu (tym w sensie starego podziału) sprawy z tym związane załatwia się przy Wielickiej. Na stronie internetowej podane jest, że w pokoju 406. Wchodzimy więc do pokoju 408. "Dzień dobry, my w kwestii podatku od nieruchomości." "A jaka dzielnica?" "Podgórze." "To pokój 420". Idziemy do pokoju 420. "Dzień dobry, my w kwestii podatku od nieruchomości." "A jaki adres?" "Wielicka tyle a tyle." "To pokój 406." "Ale tu u pana na drzwiach jest napisane, że Podgórze..."

Na szczęście pan, który udzielił nam tej odpowiedzi był na tyle miły, że pomógł nam wypełnić formularz oraz odpowiedział nam o tym, dlaczego w tym wydziale kwestie przypisania do dzielnic są jeszcze inne, niż wszędzie indziej. Otóż chodzi o to, żeby każdy urzędnik miał podobną ilość adresów pod swoim zarządem. I że ich podział nie pokrywa się w ogóle z podziałem historycznym. I dlatego on ma sobą, owszem, i ulicę Wielicką, ale numery do 52, i do tego parzyste. Numery po drugiej stronie należą już - według nich - do Woli Duchackiej (sic!).

Tak więc mimo istnienia w Krakowie osobnych dzielnic Podgórze (XIII) i Podgórze Duchackie (XI) my zostaliśmy zaklasyfikowani i do Podgórza, i do Woli Duchackiej. Obywatelu, orientuj się.

Nowy blog - technologie osobno

Dzisiaj postanowiłem, że z mojego bloga wykiełkuje odnoga - kwestie specjalistyczne, dotyczące informatyki, programowania, User Experience, Interaction Design i tym podobnych nudnych rzeczy publikowane będą na nowym blogu pod adresem ux.wasielak.eu. Nie zdecydowałem się jeszcze, czy artykuły będę przeklejać też tutaj, czy ten blog pozostanie wyłącznie na sprawy prywatne.

W każdym razie - zapraszam.

piątek, 13 listopada 2009

World Usability Day Tour de Pologne '09


Pod tą długą nazwę kryje się mini-konferencja, w której miałem okazję dzisiaj uczestniczyć. Na stronę wydarzenia trafiłem przypadkiem kilka dni temu, ale pomyślałem sobie, że, czemu nie, przejdę się i zobaczę.

Niestety, żałuję.

Dlaczego:
  • Na stronie internetowej nie było napisane wprost, jaki będzie poziom wykładów. Napisanie, że impreza przeznaczona jest dla "osób zainteresowanych tą tematyką" mówi trochę za mało. Szkoda, że nie zostało napisane, że głównymi odbiorcami są studenci (znaczna większość obecnych na sali).
  • Marne przygotowanie techniczne.
  • Uczestnicy przerywali prelegentom w połowie zdania (sic!) i zwracali się do nich na "ty".
  • Uczestnicy gustowali w zadawaniu pytań na zasadzie "ja bym to zrobił lepiej" - tak, tego typu pytania też były zadawane w pół zdania - przez co jeden z wykładów trwał o połowę dłużej, niż powinien.
Plusy:
  • Jedna ciekawa prezentacja (szkoda, że była ostatnia).
  • Spotkałem dwóch dawnych kolegów.
Kiedy zobaczyłem stronę o tym wydarzeniu, bardzo zapaliłem się do tego pomysłu. Pomyślałem wręcz, że może w przyszłym roku spróbowałbym się w to włączyć. Po dzisiejszym dniu odnoszę się do tego raczej z rezerwą.

czwartek, 22 października 2009

Kasy automatyczne – PS

W nawiązanie do tego wpisu: wczoraj w tym samym Carrefourze postanowiłem jednak zapłacić gotówką. Niestety maszyna wydała mi za mało reszty (o 1,20 zł – ale zawsze to mniej). Na szczęście wezwana pani z obsługi spojrzawszy na rachunek (reszty do wydania 1,85 zł) i na moją dłoń (monety o całkowitej wartości 0,65 zł) bez dodatkowych pytań wydała mi tyle, ile trzeba.

Platforma rezerwacji Lux Medu

Kilka tygodni temu Lux Med, w związku z integracją z przejętymi przez siebie klinikami, przechodził na nowy system informatyczny. Przy okazji postanowili dać swoim pacjentom możliwość rezerwacji wizyt przez Internet. Pomysł bardzo dobry, brakowało mi tego. Niestety, realizacja woła o pomstę do nieba.

Zacznijmy od sposobu uzyskania dostępu. Nie da się tego zrobić przez Internet czy przez telefon. Trzeba pofatygować się do placówki i poprosić o dostęp. Dostaje się wówczas kartkę z regulaminem (wymagany podpis), na której recepcjonistka wpisuje hasło tymczasowe. Ewentualnie (przypadek kolegi) klient jest proszony o wymyślenie i wpisanie hasła samemu.

Dostałem swoje hasło i radośnie przystąpiłem do testowania. Już na samym początku problem – odmowa dostępu. Co się okazało? Wpisywałem zły numer abonamentu. Bo to nic, że na kartce z hasłem jest wpisany numer mojego bieżącego abonamentu, kiedy logować powinienem się numerem mojego poprzedniego abonamentu, który posiadał mój tata kilka lat temu. O ile numer aktualnego abonamentu mam na karcie, to ten stary musiałem sobie na niej dopisać flamastrem. Jeszcze jedna uwaga: numer tego abonamentu to 0023*****. Ale to nie działa. Trzeba go wpisać bez zer, czyli 23*****. Niestety, nikt mnie nie raczył poinformować. Sam musiałem zadzwonić i dopytać się o to.

główne Dobrze, zalogowany. Pozwolę pominąć sobie uwagi na temat samego wyglądu serwisu, mimo że wygląda on jak coś stworzone kilkanaście lat temu w jedno popołudnie. Chociaż, oczywiście, ma to wpływ na szeroko pojęte User Experience.

Przejrzyjmy więc opcje. Idąc od dołu.

Grafik pracy lekarza. Ekran wygląda bardzo ciekawie. Trzy group boxy, z etykietami odległymi o pół ekranu od zawartości tych boxów. Poza tym w dwóch z nich znajduje się pojedyncza kontrolka:

grafik

miastoDobrze,spróbuję przejść dalej. Od razu pytanie: czym jest miasto LUX MED? I czemu mam zatwierdzić, a nie na przykład wyszukać?

Wypełniłem, wybrałem, że chcę skonsultować się ze swoim alergologiem przy Wadowickiej. Niestety po wybraniu tej lokalizacji otrzymuję następujący wynik:

miejsce

To gdzie on w końcu przyjmuje? Odpowiedź: przy Wadowickiej, bo później tam się właśnie umówiłem na wizytę do niego.

link OK, wracamy do strony głównej. Link jest kiepsko widoczny, ale przecież damy radę.

terminy Zobaczę historię swoich wizyt.Okazuje się, że na większości wizyt byłem prawie 40 lat temu i że zdecydowanie preferuję godziny nocne. To nie dało się napisać, że “data nieznana” albo “dawniej” albo cokolwiek innego?

Skorzystam więc z filtra na tej stronie. Niestety, jego domyślna wartość jest absolutnie do niczego nie przydatna:

image

Tak się składa, że raczej rzadko w historii szukam wizyt dzisiejszych. Bardziej przydatny byłby dla mnie domyślny zakres na przykład do trzech miesięcy wstecz.

Aha, na dowód tego, że mój alergolog przyjmuje jednak na Wadowickiej:

image

Czas zmienić hasło:

image

Po wciśnięciu “Zmień” dostanę jednak budzącą niepokój wiadomość w czerwonej ramce:

image

Pierwsza moja myśl: coś poszło nie tak. Dopiero później przeczytałem informację. Uff, fałszywy alarm.

image Strona do rezerwacji wygląda bardzo podobnie do wyszukiwania lekarza (podobne group boxy). Mogę jednak wybrać język, w którym odbędzie się wizyta. Szkoda, że żaden nie jest domyślnie wybrany. Ciekawy jestem, ile procent pacjentów Lux Medu to nie-Polacy.

Denerwujące jest to, że muszę odpowiedzieć jeszcze na jedno pytanie:

image

Tutaj rozumiem brak domyślnej odpowiedzi, ale fakt, że po wybraniu opcji “Nie” dostaję komunikat:

image

gdzie kliknięcia się mnożą (1 – rozwinąć pole rozwijane, 2 – wybrać nie, 3 – zaznaczyć zaakceptuj). W ogóle używanie pola rozwijanego tam, gdzie są dwie odpowiedzi, to już naprawdę zbyteczna oszczędność miejsca na ekranie.

Dobrze, daję “Szukaj”. Dostaję listę z wolnymi terminami. “Rezerwuj”. Pojawia się okno modalne (przeglądarkowe! pierwsze i niepowtarzalne w tej aplikacji!) z pytaniem, czy na pewno. Szkoda, że pytanie brzmi “Zarejestrować wizytę na podany termin?”, a odpowiedzi: “OK” i “Anuluj”. Czemu nie “Zarezerwuj” i “Zrezygnuj”? Albo chociażby “Tak” i “Nie”?

Niestety, po tym, jak wybiorę “OK”, dostanę jeszcze jedno okienko:

image

Chociaż jego tytuł (“Alert witryny https://erezerwacja.cm-lim.com.pl/”) brzmi przerażająco. Czemu “alert”? I czemu taki adres, skoro do systemu logowałem się przez stronę Lux Medu (http://www.luxmed.pl/)?

Na szczęście, chyba żebym nie poczuł niezadowolenia związanego z niekonsekwencją, informacja o tym, że zarezerwowano wizytę, również pojawi się w ramce błędu:

image

Na tym zakończę swoje uwagi. Cieszę się, że witryna powstała, ponieważ jest niezwykle przydatna i w sumie funkcjonalna. Niestety, nie jest ani trochę użyteczna. Zaprojektowanie takiego serwisu pod kątem użyteczności to naprawdę nie więcej niż 20-30 godzin. Nie wierzę też, żeby zostały przeprowadzone jakiekolwiek testy użyteczności. Szkoda, że przy przejściu całej sieci klinik na nowy system postanowiono zaoszczędzić na tym. Chociaż, z drugiej strony, bardzo mnie to nie dziwi – w Polsce użyteczność cały czas znajduje się na dalekim marginesie…

czwartek, 1 października 2009

MTS2009 – krótkie podsumowanie

Miałem przyjemność uczestniczyć w tegorocznym Microsoft Technology Summit w Warszawie. Jak było? Krótko opowiem o sesjach, w których wziąłem udział:

Jakub Jałbrzykowski – Silverlight – przyszłość aplikacji biznesowych
Ciekawa i sprawnie poprowadzona sesja o tym, dlaczego Silverlight jest istotny i czemu warto się nim zainteresować. Ja się przekonałem – na pewno będę chciał nauczyć się działać w tej technologii. Argument – komputery w firmach, często słusznej mocy, obsługując aplikację wysyłają tylko requesty i odbierają response’y. A mogłyby same też co nieco popracować.

Marlon Grech – MVVM and friends
Czyli krótko o tym nowym dość wzorcu projektowym i dlaczego powinniśmy go używać. I o tym, dlaczego programiści nie lubią projektantów. Dla mnie też o tym, że powinienem w końcu zainteresować się narzędziami z serii Expression.

Bartosz Pampuch – Visual Studio 2010 – najciekawsze cechy w praktyce
Tym razem bez odjechanego sterowania prezentacją, za to z dynamicznymi animacjami na początek i koniec sesji. Oczywiście, jak to Bartek ma w zwyczaju, idealnie przedstawione przykłady pokazujące, w jakich codziennych sytuacjach nowe funkcjonalności Visual Studio są bardziej niż przydatne.

Narcyz Adamus – Technologie modelujące “Oslo”
Prowadzący na samym początku tej niemal wieczornej sesji (rozpoczynała się o 17.00) powiedział, że gdyby zasnął, to żeby go obudzić. Niestety, sesja nie należała do najciekawszych. Prowadzący wiele powiedział, ale co chciał powiedzieć, nie powiedział. Pokazał też trochę, ale nie pokazał celu.

Michael Koester – User Experience and design technologies – what’s new and cool?
Kolejna sesja dowodząca niechęci programistów i projektantów. Kolejna, która pchnęła mnie w stronę Expression. Jednakże sama sesja nie była zachwycająca – była niemalże tutorialem, jak napisać pewną konkretną aplikację.

Tomasz Kopacz – Usługi w świecie Microsoft: WCF, REST, .NET Service Bus, Workflow Services
Kopacz jak Kopacz – wielkie tempo, jeszcze więcej do przekazania, szybkie scrollowanie i unikanie slajdów. Kopacz sam przyznał, że nie pokazał wszystkich z kilkudziesięciu przykładów. Ale sesją jestem raczej zawiedziony – była dla mnie streszczeniem (owszem, w bardzo dobrym stylu) kilku początkowych rozdziałów książki przygotowującej do egzaminu z WCF-a. Sesję uratowały ciekawe wstawki i obserwacje Tomka, których w książce znaleźć na pewno nie można.

Tomasz Kopacz – Entity Framework w aplikacjach
Zalety – podobnie jak w przypadku poprzedniej sesji Tomka. A że tego tematu nie znam tak dobrze, bardziej dla mnie interesująca. Chociaż sesja wymagała pełnego skupienia dokładnie przez cały czas.

Samą konferencją nie jestem zachwycony – bardzo jestem zadowolony, ale nic ponad to. Widać, że Pałac Kultury jest nieco za małym miejscem na tego typu konferencję – momentami i miejscami na korytarzach było bardzo ciasno. Oprócz tego dobra organizacja logistyczna, zdecydowanie lepsza, niż rok temu: lepsze oznakowanie sal, napoje wystawione w wielu miejscach, dwie strefy obiadowe.
Podsumowując – wrażenia bardzo pozytywne. Na pewno za rok znowu będę starał się wybrać. Widzę jednak, że zamiast na interesujące tematy większą uwagę muszę zwrócić na dobry dobór prowadzących sesje.

poniedziałek, 28 września 2009

Wysokie Tatry - Dolina Jaworowa i dalej

Przez cały ubiegły tydzień śledziłem prognozy pogody - jak będzie w sobotę i niedzielę? Słonecznie i bez opadów czy deszczowo i zimno? Ponieważ cały czas wszystkie serwisy obstawiały opcję pierwszą, stwierdziłem, że czas wybrać się w Tatry. Tym razem samotnie.

Cel - tam, gdzie mnie jeszcze nie było. A dokładniej - ostatnie brakujące szlaki wschodnich słowackich Tatr Wysokich.

Niestety, już na dworcu w Krakowie dowiedziałem się, że nie tylko ja miałem wspaniały pomysł na tatrzańską wycieczkę. Zmieściłem się dopiero do drugiego autobusu. Jeśli chodzi o tłok, to później było już tylko gorzej.

Ale nic - udało mi się dojechać do Tatrzańskiej Jaworzyny. Stamtąd znanym szlakiem Doliną Jaworową. Ale tym razem nie skręciłem w lewo w Zadnie Koperszady; tym razem dalej prosto.


Do Polany Jaworowej minąłem kilka osób. Pomyślałem sobie, że to tak akurat - kilka osób na szlaku, czyli gwarancja bezpieczeństwa (w końcu idę sam), a nie za duży tłok. Niestety, myliłem się.

Dolina Jaworowa ciągnie się dość długo, jednak nie jest w ogóle porównywalna do sąsiedniej Doliny Białej Wody. Dość szybko (zaraz za polaną) zaczęło się konkretne podejście, które trwało już do samej Lodowej Przełęczy.


Stamtąd szybko w dół do Dolinki Lodowej i od razu w prawo na Czerwoną Ławkę. O Chatę Teryego tym razem nie chciało mi się zahaczać. Na podejściu pod Czerwoną Ławkę - dramat. Po pierwsze - ciężkie roboty - dwóch panów z przenośnym generatorem na ropę i potężną wiertarką wykonuje otwory na nowe klamry i mocowania łańcuchów. Po drugie - pan z psem (!) usiłuje podejść na przełęcz. Czy mu się to udało - nie wiem. Wyprzedziłem go, a później już ich nie widziałem. Niemniej widok psa wnoszonego po skałach - bezcenny. A po trzecie - brak kultury wśród turystów. Zatrzymywanie się na środku podejścia i picie wiśniówki, wchodzenie na łańcuch, zanim poprzednia osoba z niego zejdzie, obchodzenie bokiem i wchodzenie tuż przed innych na szlaku - to nie było przyjemnie. Ale wreszcie - udało się. Więc do Zbójnickiej.


W schronisku byłem w miarę wcześnie - koło 17.00. Jednak pani z obsługi powiedziała mi, że nie ma już wolnych miejsc. Bardzo chciała, żebym zszedł na dół. Ja bardzo chciałem jednak zostać. Powiedziała, że o 21.30 uprzątną stoły z jadalni i będzie można się tam położyć. No dobrze. Jednak koło dwudziestej okazało się, że w tej jednej sali jadalnianej będzie spać ponad 40 osób! Kto był w Zbójnickiej i pamięta, jakiej wielkości jest ta sala, niech rozwiąże zagadkę logiczną związaną z ułożeniem wszystkich chętnych. Ostatecznie problem rozwiązał się sam - ewolucyjnie, z godziny na godzinę, poprzez symulowane wyżarzanie, układ znajdował coraz lepsze rozwiązanie. Szkoda tylko, że podłoga nie chciała (ani ewolucyjnie, ani rewolucyjnie) dostosować swojej twardości. Ciężko było. Zwłaszcza, że za taką przyjemność liczą sobie już 15 euro. Co prawda ze śniadaniem, ale uważam, że to bardzo dużo.

Kwadrans po szóstej pobudka. Szybkie śniadanie i chwilę po siódmej byłem gotowy do wyjścia. Właśnie w tę stronę:


Kolejny raz chciałem przejść przez Rohatkę. Ta przełęcz wyjątkowo mnie nie lubi. Próbowałem ją przejść trzykrotnie - tylko raz mi się to udało. Raz - 1 października kilka lat temu - po nocy spędzonej samotnie w schronisku wyszedłem rano, żeby zobaczyć mgłę i świeży śnieg - niegroźny, ale było go na tyle dużo, żeby zasypać znaki. Wtedy musiałem zawrócić. Rok temu, gdy nocowaliśmy w Zbójnickiej, nawet nie próbowaliśmy iść w stronę Rohatki - tony wody lejące się zewsząd skutecznie nam to wyperswadowały. W niedzielę miała miejsce czwarta próba - i druga udana. A po drodze spotkanie z kozicami:


I na przełęczy:


No i nadszedł czas na kolejny niezdobyty przeze mnie odcinek - na Polski Grzebień i na Małą Wysoką. Szlak w sumie prosty, praktycznie żadnych trudności (przynajmniej w tych warunkach). Ale widok - niesamowity. Z Małej Wysokiej w każdą stronę rozciąga się wspaniała panorama. Na Gerlach:


Na Dolinę Staroleśną:


Na Dolinę Białej Wody:


I na Dolinę Wielicką (zdjęcie z Polskiego Grzebienia):


W tej ostatniej już były prawdziwe tłumy - ale cóż, to przecież dolina wybitnie spacerowa. Niemniej Wielicki Ogród, w którym nigdy nie byłem, naprawdę wart odwiedzenia.

Powiem jeszcze tylko, że od Śląskiego Domu schodziłem żółtym szlakiem do Starego Smokowca. Ostatni raz szedłem tamtędy dobre kilka lat temu i pamiętałem, że szlak wiedzie przez gęsty i przyjemnie zacieniony las. Teraz też tak jest - przez pierwszą połowę trasy. Później jednak wchodzi się w wiatrołom - strasznie jest iść lasem, gdzie prawie nie ma drzew, a te, które ostały, posiadają zaledwie po parę gałęzi.

Sam Smokowiec ewidentnie po sezonie. Jedna restauracja nieczynna, w drugiej kartą można zapłacić dopiero od 10 euro (czyli musiałbym wypić cztery piwa, żebym mógł tak płacić), pusto i jakoś tak smutno. I autobusy na Łysą Polanę jeżdżą strasznie rzadko.

Mimo problemów komunikacyjnych (w Zakopanem znowu nie zmieściłem się do autobusu) i noclegowych (ta noc w Zbójnickiej będzie niezapomniana) uważam ten wypad za niezwykle udany. Przede wszystkim pogoda - około 15 stopni, prawie bezchmurne niebo, a widoczność już piękna jesienna. Jeżeli tylko utrzyma się dodatnia temperatura i nie będzie opadów - każdemu polecam wypad w Tatry. Jesienią są wspaniałe.

Więcej zdjęć tutaj:


Tatry wrzesień 2009